środa, 3 października 2018

Lodowaty żar

Ot, taki mi wyszedł oksymoron... ;)

Trzy pierwsze zdjęcia - wczorajsze, niebo z tymi drobiuteńkimi chmureczkami (zdrobnienia) obłędne. Kolejne fotografie - dzisiejsze. Te z jarzębinami - po wyjściu z pracy, jeszcze ze schodów. I wieczorne, ten sam zachód, a trzy różne zdjęcia. Wietrzysko (zgrubienie) wiało, pędziło na oślep, jakby uciekało gdzieś (porównanie), chmury miotały się po nieboskłonie przerażone tym pędem (ożywienie, uosobienie). Świat przebierał w kolorach preferując kontrasty (metafora). O, w ten sposób mamy szybkie powtórzenie środków stylistycznych. Pozdrawiam swoich uczniów... ;)










wtorek, 25 września 2018

Post "życiowy"

Posty "o życiu" dla jednych są najciekawsze na blogach - ach, to nasze podglądactwo, ale inni wolą poważne wypowiedzi o poezji, sztuce i takich innych. Niech więc ci inni wybaczą, ale czas na życiowe wpisy, za którymi tęsknią co poniektórzy i się ich dopominają. ;)

Więc:

1) Zacina mi się w klawiaturze literka d i muszę wciąż wracać do niej i poprawiać wyrazy. Jakiś czas temu miałam ten sam problem z literką p, ale jej przeszło. Może za mało używałam literki d (trzy razy musiałam wcisnąć, zanim się pojawiła!) i obraziła się? Któż wie, może klawiatura też ma swoje uczucia?

2) Skończyło się lato ("dziewczyny płaczą, bo skończyło się już lato"). Wiem, wiem, skończyło się u wszystkich, ale TAKIE lato warte jest zapisu na blogu. Ach, jakie słoneczne, ach, jakie długie, jakie prawdziwe... Będę pamiętać, że w tym roku dojrzały wszystkie okoliczne jabłka - lubię wracając z pracy wskoczyć pod znajomą jabłonkę i zjeść jabłka prosto spod drzewka. Bo najsmaczniejsze są rzeczy "prosto od". Prosto od kury, prosto od krowy, prosto od masarza... Słownik języka polskiego informuje: "Masarz pracuje w masarni. Brak czasownika, który nazywałby jego pracę. W każdym razie nie mógłby być to czasownik masować, bo taki masarz nie masuje." Nie mylcie więc masarza z masażystą...

3) Byłam na koncercie Raz Dwa Trzy. Kto nie był, niech żałuje. Bardzo. 

4) Tradycyjnie we wrześniu dużo mam pracy, a różne komplikacje sprawiają, że mam jeszcze więcej. Nie skarżę się, lubię swoją pracę. Martwię się jedynie tym, jak zmieniają się uczniowie - a może to świat tak się zmienia - zapatrzeni w siebie, w swoje sprawki, przyjemnostki, za mało pragnienia, by się rozwijać, poznawać, uciekać od egoizmu, by stawać się Człowiekiem. Prawdziwym, prawdomównym, niedwulicowym. Co będzie z tym światem, jeżeli nie dotrze do niego, że dzieci nie wychowuje się ani dla rodziców, ani dla nich samych, ale - dla społeczeństwa...

5) Przeczytało mi się trochę książek i najbardziej cieszę się z trzech: "Pustych nocy" Jerzego Jarniewicza i dwóch niewydanych jeszcze tomików - Kuby Sajkowskiego i Grzesia Wołoszyna. Czekam na wersje drukowane. Przyjemnie mi się czytało "Opowiadania binarne" Olgi Tokarczuk. Aktualnie kończę listy W.Szymborskiej i K.Filipowicza oraz "Psalmy" Julii Fiedorczuk. Również z przyjemnością.

6) Powinnam umyć okna. Stanowczo.

7) Sprawy uczuciowe... Niech pozostaną jednak tajemnicą. ;)


niedziela, 2 września 2018

Pupile

Po dwóch tygodniach pracy przygotowującej nowy rok szkolny wracam w piątek po 17.00 do domu. Włączam fb i nieco bezmyślnie skroluję. Nagle wyskakuje mi okieno i moja bratowa pyta, czy jadę z nią i jej małżonkiem, a moim bratem na Wydział Architektury, w hali ma odbyć się spektakl z koncertem muzyki, a w orkiestrze gra - niespodzianka - dziewczyna, która należała do zespołu grającego na weselu brata i bratowej. Ha! Zespół był niezwykły, instrumentarium cudowne, z kontrabasem i piosenkami niediscopolowymi. Impreza tak nas wciągnęła, że w pewnym momencie nie wytrzymaliśmy i dorwaliśmy się do gitar i do zespołu dołączyliśmy... Pamiętam, że graliśmy min. "Krakowski spleen". I bratowa ma dodaje, że jeszcze taki jeden ulubiony nasz muzyk z OiFP będzie grać. Zmęczona-niezmęczona sprawdzam informacje na fb i dowiaduję się (cytuję):

Pupile – spektakl taneczny do muzyki Jean – Baptisty Lully’ego.

„Jednym z najbardziej widocznych następstw naszej potęgi jest moc czynienia bezcennym tego, co samo w sobie nic nie jest warte, i to wtedy, gdy nam się to podoba”
Ludwik XIV

Dwór Króla Słońce i współczesne korporacje. Pozornie odmienne światy i konwencje łączą niezmienne ludzkie dążenia, pragnienia i emocje. Fascynujący mechanizm uległości i władzy, przywilejów i kar ma się w XXI wieku równie dobrze jak w epoce Ludwika XIV. Jak radzą sobie z nim jednostki? Jak kształtują się grupy?
Spektakl „Pupile” łączy technikę tańca współczesnego i dworski balet figuratywny. Owo połączenie silnie eksponuje kontrast pomiędzy nienaturalnie pięknym ciałem poddanym dyscyplinie formy baletowej i autentycznym ruchem, którego głównym celem jest wyrażenie emocji. Kunszt zespołu tanecznego podkreśli muzyka nadwornego kompozytora Ludwika XIV, a zarazem twórcy francuskiej opery narodowej – Jean – Baptisty Lully’ego, wykonywana na żywo przez barokową orkiestrę Zespołu Muzyki Dawnej „Diletto” pod batutą Anny Moniuszko. 


Wpadamy spóźnieni, albowiem brat mój działał dobroczynnie - w czasie festynu rysował na czas portrety zbierając pieniądze na operację jednej z małych mieszkanek naszej gminy. Ale wpadamy. Orkiestra gra! Wyłapujemy znajomy obój i kontrabas. Na środku sali - tancerze. Początek spokojny, ale wkrótce się rozkręca i stroję z rozdziawioną buzią. Ach, jak dobrze, że przyjechaliśmy!
















czwartek, 9 sierpnia 2018

LasFest

Z wąskiej asfaltowej drogi skręcić trzeba w las, tą leśną drogą, powolutku, ostrożnie docieramy na miejsce. Solniki 44. Tam właśnie zaczyna się Międzynarodowy Festiwal Teatralny w Lesie LasFest 2018.
 
Co tu dużo mówić - miejsce rewelacyjne, ludzie - zapaleńcy, a próba Hamleta, którą obejrzeliśmy - fascynująca. Nie siedźcie więc wieczorami przy telewizorach i smartfonach, wyruszcie. Sami zobaczcie:
 













 

środa, 8 sierpnia 2018

Działeczka, ach działeczka

Troszkę upał zelżał, wskoczyłam więc w autko i poooojechałam w końcu na dawno obiecaną wizytę na działce Basi. A tam zieleń, chłodek, ogóreczki, jeżyny, śliwki, tyyyyyyle mięty na herbatkę... i inne dobro. Prawie idealnie. Prawie, bo te dranie komarzyce... Basia twierdzi, że uodporniły się na Off'a i inne podobne. Atakowały uparcie. Ale kawa na huśtawce pyszna, wróciłam do dom z darami działkowymi. Zrobię małosolne i nalewkę - mirabelki z imbirem, goździkami i cynamonem. Z darami działkowymi więc wróciłam i, oczywiście, ze zdjęciami.












niedziela, 5 sierpnia 2018

Nadnarwiańska niedziela

Kiedy wysiedliśmy z auta obok cerkwi w Kożanach i zaczęliśmy schodzić ku rzece, Ewa zawołała: nie ma wody! A Michał, który nigdy tego miejsca nie widział, zapytał: a była? Sama zapomniałam, że latem z wiosennych rozlewisk nie zostaje nic, Narew płynie jedną, dość rwącą nitką, głównym korytem. Na szczęście psom wystarczy. "Ogary poszły w las".  ;) Dookoła zielono, zieloniutko. Niebo zabójcze. Robimy zdjęcia, Michał zaczaja się na Miszę, Misza jest obrażony na Pimpka, który bezceremonialnie okazuje mu sympatię. Lora cieszy się ogólnie. Aparat w telefonie jest masakrą, albowiem wszędzie, gdzie jestem, mam ochotę robić zdjęcia. Krzysztof w słomkowym kapeluszu zastanawia się, czy nie wyprowadzić się na wieś i może hodować krowy... Tomek pisał, że jestem w tekstach depresyjna. Skądże! Jestem entuzjastyczna! :D Patrzcie, jaki piękna zwyczajna niedziela!