poniedziałek, 20 maja 2013

Ziemia Święta - dzień IV

 













Pobudka znów skoro świt, tym razy czeka nas wędrówka dookoła Jeziora Genezaret. Niestety - myślę - powietrze takie mało przejrzyste, zdjęcia nie wyjdą. Ale okazuje się, że to zamglone światło też ma swój urok. Więc po pobudce śniadanie - ach, jak mi będzie żal tych gotowych posiłków, gdzie stają michy pełne sałatek, warzyw, wybór serów... I owoce - ach, owoce: arbuzy, melony, mandarynki o kolorze, smaku i aromacie nieporównywalnym z kupowanymi w Polsce. I sałatki owocowe - marzenia...

Śniadanie. Po śniadaniu, pamiętając o stroju i ręczniku (bo może kąpiel w Jeziorze Galilejskim), ruszamy. Widoki cudowne. Po prostu nie mogę się powstrzymać od korzystania z aparatu fotograficznego.


 
 
 










































 













Docieramy do Góry Błogosławieństw. Tradycja mówi, że to właśnie z tego miejsca nauczał tłumy Jezus, tu wygłosił Kazanie na Górze. Siostry Franciszkanki to miejsce przeistoczyły w prawie raj. Dowiadujemy się, że sprowadziły nawet z Gwinei papużki - taką jedną słyszymy w czasie homilii, jak wykłóca się z ks. Wiesławem ile sił. 

Oto kościół Ośmiu Błogosławieństw.


 












I czarująca okolica.



















Roślinność jest oszałamiająca. Bugenwille tak kwitną, że czasami nie widać liści, tylko kwiaty.



Hibiskusy - malutkie w doniczkach domowych (albo ich płatki w herbacie), tutaj kwitną z całych sił.




I znowu ludzie, równie piękni jak roślinność, i równie egzotyczni.

















Wiele osób w zacisznych miejscach kontempluje jezioro.



Trochę wolnego, oddech i jedziemy do Tabgi. Doczytuję sobie, że wykopaliska archeologiczne prowadzone na tym terenie na przestrzeni XX w. przyczyniły się do odkrycia pozostałości trzech różnych bizantyjskich sanktuariów: Bazyliki Rozmnożenia Chleba z IV-V w., Sanktuarium Prymatu z IV w. oraz Kaplicy Błogosławieństw z końca IV w. Obecny Kościół Rozmnożenia jest pod opieką benedyktynów.















Zatrzymujemy się w krużgankach, pod dachem, przy belce - jaskółcze gniazda. Jaskółka przygląda się nam z zainteresowaniem, a kiedy już ma dość ludzi - po prostu sobie odlatuje.















Na dziedzińcu staw ze złotymi rybkami. Rybkami? Prawie wielorybami!















Do najbardziej znanych zabytków Tabgi należą bizantyjskie mozaiki, które ozdabiały podłogę Bazyliki Rozmnożenia Chleba. Przedstawiają one faunę i florę wodną m.in. Delty Nilu. Pod głównym ołtarzem znajduje się mozaika z czterema chlebami i dwiema rybami – motywem reprodukowanym dzisiaj na ceramice i rękodzielnictwie Izraela i Palestyny.




























I w tym kościele przeżywam wyjątkowe chwile. Trochę z boku mężczyzna przeprowadza renowację mozaiki na posadzce. Ludzie przechodzą, zatrzymują się, gapią, robią zdjęcia, nagrywają, a on nic. Wybiera te małe kosteczki, dopasowuje, zmienia, czasem podnosi do góry, czasem wyrównuje wystającą z posadzki cząsteczkę. Pracuje. Gapię się jak głupia, nie mogę po prostu się napatrzeć i myślę, jak to podobałoby się mojej bratowej, która sama robi mozaiki. Wyjątkowa chwila. Zwyczajny pracujący człowiek, a zdjęć ma pewnie miliony - to prawdziwa sława, nie to co te różne Dody i Madonny.
















Kolejnym sanktuarium, znajdującym się nad samym jeziorem, jest kościół Prymatu św. Piotra. To tu po raz trzeci ukazał się zmartwychwstały Jezus swoim uczniom wracającym z nieudanego połowu ryb. Doradził im by zarzucili sieć po prawej stronie łodzi. Gdy to zrobili, złowili w sieci 153 wielkie ryby. Następnie spożyli wspólnie śniadanie z chleba i pieczonych ryb. Skała na której przygotowano wtedy posiłek, wznosi się dziś z posadzki kościółka przed jego ołtarzem. Pielgrzymi klęcząc, dotykają skały rękoma i ją całują. Nazywa się Mensa Christi czyli Stół Chrystusa. Tutaj dotykam po raz pierwszy jeziora.

 














A teraz czas na rejs po Jeziorze Tyberiadzkim! Tak, wiem, to dobry interes dla tutejszych, wszyscy pielgrzymi to robią, komercja... Ale i tak, kiedy nadpływa barka, a później kapitan wciąga polską banderę przy dźwiękach hymnu, wzruszam się. Zwyczajnie i po ludzku.
















Sam rejs jest magiczny - chociaż to niewłaściwe słowo, ale jest rodzajem metafizycznego przeżycia. Woda, przestrzeń, cudowne słońce, wiatr i to poczucie bycia blisko Tajemnicy. Płyniemy!

















Po rejsie wracamy do autokaru, jeszcze zdjęcie zachwycającym pnączom, a na parkingu - "nasze" autokary, jak się zgrabnie ustawiły. To pojazdy Patron Travel, naszego biura - do jednego z nich za chwilę wsiądziemy.
















A tuż przy wyjściu na kamieniu wyraźna mapka - proszę bardzo.















Zaczyna być bardzo upalnie, kiedy docieramy do Kafarnaum, to wszyscy szukają kawałeczka choćby cienia. A w Kafarnaum kolejne fragmenty Ewangelii - dom Piotra i ruiny synagogi w miejscu, gdzie Jezus czytał Pismo Święte.





















I znowu po cichu, ukradkiem, robię zdjęcia ludziom.
















Z Kafarnaum suniemy już bezpośrednio nad jezioro, jest dużo ponad 40 stopni. Niektórzy próbują "ryby św. Piotra", a niektórzy - chlup do wody. Cudownie zimna mimo upału w powietrzu, podziemne źródła nie dają się ogrzać. Wypływam daleko w jezioro. Nie wiem, czy powinnam wspominać, że grupa bawi się cudownie, ataki śmiechu sprowadzają widzów. Ci, którzy nie wzięli stroju, bo byli przekonani, że NA PEWNO nie zechcą wejść do jeziora (Małgosiu, pozdrawiam), patrzą na nas z zazdrością. Mądrze pouczam (znaczy wymądrzam się), że lepiej mieć strój i NIE CHCIEĆ WEJŚĆ do wody niż nie mieć stroju i CHCIEĆ. ;)))

A potem pomiędzy górami a jeziorem autokar wiezie nas nad Jordan. Ach, napatrzeć się na zapas!


















Kolejny etap naszej dzisiejszej podróży to Yardenit - miejscowość położona nad Jordanem, gdzie rzeka wypływa z Jeziora Genezaret i własnym już korytem zaczyna zmierzać do Morza Martwego. Na prawym brzegu rzeki przygotowano specjalne miejsca, w których można dokonać obrzędu zanurzenia. Św. Jan Chrzciciel udzielił Jezusowi chrztu w zupełnie innym miejscu - 8 km za Jerycho, gdzie Jordan uchodzi do Morza Martwego.To jednak wciąż ten sam Jordan.

















Brzegi Jordanu wyglądają jak ogród. Przyglądamy się ludziom w białych szatach, którzy wchodzą do wody, zanurzają się w niej. Tak też niektórzy odnawiają przyrzeczenia chrztu. My wybieramy prostszy sposób - polanie głowy wodą.




















Wracamy do hotelu - to był dzień! Kolacja, zdjęcie z balkonu, a potem... tańce, hulanki i swawole... ;)))


5 komentarzy:

  1. Błąd! To nie jest ten sam Jordan, gdyż "nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki" ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo...
    Bratowa

    OdpowiedzUsuń