poniedziałek, 31 grudnia 2012

Baranki i owieczki

Wczoraj, msza niedzielna. Siedzę i patrzę, jak to przy żłóbku kręcą się maluchy, czasem coś pokazują, czasem o coś pytają rodziców, normalka. Maryja i Józef pochylają się nad Dzieciątkiem, pasterze, rzecz jasna, się kłaniają, wół i osioł chuchają, a baranki i owieczki patrzą nieco tępo przed siebie przeżuwając sianko. 

I przypomniała mi się podobna sytuacja dobrych kilka lat temu, i jak to w taką sielankę przyżłóbkową wpadło nagle zamieszanie. Patrzę, a jakiś opatulony brzdąc zachylił baranka i zwiewa ile sił w trzyletnich nóżkach, a za nim pędzi spłoszona mama. Oczywiście dzieciak nie miał szans, rodzicielka go dopadła, a ten w bek, że chce mieć baranka! Barankaaaa! - ryczy. - Chcę mieć baranka!

Kochani, życzę, żeby każdy z Was w nowym roku dostał swojego baranka, czymkolwiek ten baranek miałby być. Takiego własnego, swojego i na amen. ;)

6 komentarzy:

  1. Małego Stasia, ojciec jego, a nasz kumpel, wziął był do szopki żeby sobie Staś obejrzał. Pablos pyta go za chwilę - to co Stasiu, może pojedziemy jeszcze do drugiego kościółka obejrzeć inną szopkę? na co Stachu - nie, tato, do muzeum już nie, chodźmy lepiej do dziadków
    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. natomiast znakomicie rozumiem potrzebę rąbnięcia baranka z szopki! :D

      Usuń