wtorek, 23 lutego 2010

Czytając Seamusa Heaneya IV

Łyk wody

Co rano przychodziła z wiadrami po wodę,
Jak stary, z pól niosący się w chwiejnych zakosach
Nietoperz: kaszel pompy, brzęk wiadra, powolne
Diminuendo plusku, kiedy woda rosła
Ku krawędzi - te znaki wieściły jej przyjście.
Pamiętam szary fartuch, odbitą miejscami
Białą emalię wiadra, pełnego przejrzyście
Po brzegi, drżenie głosu - skrzypiał tak jak ramię
Pompy. Nocami, słany przez pełnię znad dachu,
Wpadał jej w okno promień i kładł się na wodzie
Postawionej na stole. Z niej czerpię mój napój
Dziś, moje posłuszeństwo ówczesnej przestrodze
Wypisanej na kubku: Wspomnij co godzina
Dawcę Darów, wpółstartej z glazury naczynia.


Z tomu "Field Work", przeł. Stanisław Barańczak

3 komentarze:

  1. mam podobne poczucie, jak to, które chciałam złowić w rebece u pompy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, coś łączy ten wiersz i Twój obraz.

    OdpowiedzUsuń