To zdjęcie wygląda jak tysiące zdjęć z początku XX wieku. Na trawie siedzą cztery kobiety we
wdzięcznych pozach, kapeluszach, parasolkach, rękawiczkach. Suknie
rozpościerają się szeroko, w tle widnieje biały dom, niewielki dwór z gankiem,
otoczony wysokim lipami.
***
– Panie doktorze – miała powiedzieć moja
pierwsza babka, Salomea, do ginekologa, do którego udała się po raz pierwszy z
wizytą w wieku 83 lat, – jest pan bardzo odważny. Był pan w miejscu, którego
nikt nigdy nie odważył się odwiedzić. Albowiem babka Salomea była starą panną
i, rzecz jasna, dziewicą, co wielokrotnie podkreślała w ostatnich latach
swojego życia, budząc konsternację wśród zgromadzonych starszych członków
rodziny, a głupawe chichoty wśród tych młodszych.
– A bo nie szanujecie się, dziewczęta,
nie szanujecie. Ty, Mariolu – zwracała się do jednej z wnuczek – nosisz takie
dekolty, że mężczyzna niczego już nie musi sobie wyobrażać. Wszyscy przy stole
wybuchali śmiechem, patrząc na słuszny biust wypełniający sukienkę – rzec można
– po brzegi. A ty, Jadziu – już miała kolejną ofiarę – mogłabyś przestać się
tak malować, ta czerwona pomadka pasuje tylko dla kobiet lekkich obyczajów.
Słowo dziwka czy prostytutka nie przeszłoby babce Salomei przez usta.
– Babciu, nie jestem Jadzia, a Jagoda! –
protestowała dziewczyna. – Poza tym mamy XXI wiek, mogę malować się, jak
zechcę!
– Dobrze, dobrze – babka Salomea
wiedziała swoje, – w metryce chrztu masz porządne imię, Jadwiga, święta i
królowa, a nie te kozie bobki! Ojciec ochrzcił cię jak trzeba! A malować możesz
się, jak zechcesz, oczywiście, ale z tą paletą na twarzy nie weźmie cię żaden
porządny mężczyzna.
– Ale ja nie szukam żadnego porządnego –
Jagoda odziedziczyła język po krewniaczce, – nieporządni są o wiele bardziej
interesujący. Poza tym ty, babciu, też nie wyszłaś za mąż, nie chciał cię
żaden?
– Chciał niejeden, ale że żaden nie był
taki jak mój Konstanty, dlatego postanowiłam dotrzymać mu słowa! Wy, młodzi, nie wiecie,
co znaczy dane słowo… – i już, już drżał głos babki Salomei i wszyscy rzucali
się pocieszać staruszkę, a ganić Jagodę. Legendarny Konstanty, babciny narzeczony,
zginął w czasie wojny i wspominanie go kończyło się omdleniem, pogotowiem,
lekarzem, medykamentami i co najmniej tygodniowym milczącym leżeniem w łóżku. O
ile złośliwa babcia Salcia, przygadująca wszystkim dookoła, była jeszcze do
zniesienia, to milcząca Salomea, szykująca się na ostatnią drogę swojego życia,
ubrana w czarną suknię (taką kazała wówczas sobie podawać), leżąca na wznak z
zapaloną gromnicą w rękach wprawiała wszystkich w popłoch. Ale nie dajcie się
zwieść chimerom Salomei. To ona trzymała budżet domowy i twardo zarządzała
finansami – istna brzytwa. Ścisły umysł plus pomysły na zarobkowanie wszystkich
domowników przynosiły wymierne korzyści – było co jeść, w co się ubrać, czym
napalić w piecach, a w miarę upływu lat – zebrać fundusze na potrzebne remonty,
centralne ogrzewania, wymiany dachów i wszystkie te zamieszania. Nienienie…
Babcia Salcia nabrała zwyczaju ubierania się w żałobną suknię dopiero pod
koniec życia i tylko wtedy, kiedy chciała coś uzyskać. Wiedziałam, że to nie
była ubranie do trumny – elegancki zestaw na, jak to mówiła, ostatnią drogę
Salomea przechowywała w dolnej szufladzie przedwojennej dębowej szafy obłożony
lawendą, co miesiąc wietrzony i przymierzany. Gromniczna suknia była
straszakiem na wszystkie nieposłuszne wnuczki.