środa, 9 marca 2011

"Honi soit" Andrzeja Sosnowskiego czyli drogi i bezdroża interpretacji :)

Honi soit, Andrzej Sosnowski

Powiem ci jak było w tej elżbietańskiej epoce,
kiedy oddychaliśmy biodrami, a linia żywota
kurczyła się do punktu spadającej gwiazdy,
której nawet Bóg nie zdołałby dojrzeć
na rzęsach, w zagłębieniu dłoni.

 Bo czym jest to jutro, jutro? Samo życie
jak gaworzenie dozorcy, lecz dla nas –
myślnik echa pomiędzy uderzeniami do bramy
i śmiech, w którym przepadaliśmy bez wieści
gdy ocieraliśmy się o tropiki, bieguny
na słonecznych przylądkach. Nigdy
nie będziemy urządzeni w bezmiarze,
gdyż nikt nas nie urządził, więc jak często
można powracać w zawieszeniu głosu
pomiędzy „kocham” i zaimkiem, klucząc
w przestrzeni tak ograniczonej
jak dziurka od klucza? Tamta epoka miała
coś z rewolucji, niby „pod brukiem jest plaża”,
skąd jednak wiadomo, że pod plażą nie ma bruku?
Bo skoro idziesz po linii, to niech będzie mniejsza niż opór,

musimy iść na palcach. Lub udawać bierki
czekając na pewną rękę, a jeśli ktoś nas poruszy
wyzwalając łańcuch reakcji, to cóż,
bylibyśmy niewdzięczni nie zostawiając przeszłości
tym, którzy nią żyją. Gdyż wątek,
który porzucasz po tej stronie nocy
może być echem hasła na dziwnej granicy,
za którą, jak powiadają, żyją tylko smoki.



Nie wiem, czy moja interpretacja wiersza "Honi soit" Andrzeja Sosnowskiego jest "prawidłowa", nie wiem również, czy nie palnę jakiegoś głupstwa, ale chcę z tym wierszem się zmierzyć, chcę wyartykułować swoje wątpliwości, pomysły, skojarzenia. Chcę pokazać drogi, jakimi mnie autor prowadzi przez kolejne wersy i strofy.

Mój pierwszy odbiór, niezwiązany jeszcze z szukaniem pomysłu na interpretację był taki, że poczułam się zawieszona między jakimś wczoraj a niepewnym jutrem. Później myślałam - nie pomiędzy wczoraj a jutro, a w ogóle pomiędzy, w jakimś rozdzieleniu, rozdźwięku jakimś,  w zawieszeniu głosu/ pomiędzy „kocham” i zaimkiem. Poczułam się niepewna, jakby, w pewnym sensie - nieistniejąca, w całym bezmiarze poczułam się nieurządzona, szukająca miejsca w przestrzeni tak ograniczonej/ jak dziurka od klucza. Cóż za paradoks - przestrzeń tak niewielka, a nie można w niej znaleźć miejsca, szuka się i - nie ma, nie ma. To "teraz" jest niewyraźne, pełne marazmu. Kiedyś - w tej elżbietańskiej epoce, było inaczej, oddychaliśmy biodrami i coś się działo, wydarzało. Tamta epoka miała/ coś z rewolucji. A jutro? Jutro to samo życie, śmiech, w którym przepadaliśmy bez wieści. Jednakże musimy uważać, o tak, musimy iść na palcach. Lub udawać bierki/ czekając na pewną rękę, czyli na coś co się wydarzy, stanie się. Jakbym ja, czytelnik w tej epoce, "w teraz", był bezwolny, jakby czytelnik potrzebował jakiegoś poruszenia, potrącenia - jak bierki - żeby coś się zadziało. I - ba - na dodatek nigdy nie wiadomo, co może się stać w wyniku takiego poruszenia, jakie siły, jaką lawinę może poruszyć to "coś" w naszym życiu.

Tak sobie czytałam na początku, ale postanowiłam poszukać informacji na temat odnośników w wierszu, bo przecież i tytuł, i rekwizyty, to odnośniki. Jakby autor dawał sygnał, a od czytelnika zależy, czy ten sygnał podchwyci i za nim pójdzie. Postanowiłam pójśc - co mi zależy, najwyżej trafię na bezdroża i manowce, oby tylko były cudne...

Pierwsza rzecz, rzucająca się w oczy - to tytuł - pierwsze słowa dewizy Orderu Podwiązki Honi soit qui mal y pense - Hańba temu, kto źle o tym myśli. Legenda związana z ustanowieniem tego orderu mówi, że król Anglii Edward III w czasie balu podniósł zgubioną przez hrabinę Salisbury podwiązkę. Aby uchronić damę przed pośmiewiskiem, zawiązał ją na własnej nodze ze słowami Honi soit qui mal y pense oraz Zrobię z niej najbardziej zaszczytną podwiązkę, jaka kiedykolwiek istniała. Tyle legenda. Z bardziej rzeczowych informacji - powtarzam za Wikipedią: Order ustanowiony został w 1348 przez króla Anglii Edwarda III z dynastii Plantagenetów jako zakon rycerski dla 24 towarzyszy rycerskich (Knights Companions). Oprócz nich i samego króla do orderu mogą należeć książęta krwi (jako Royal Knights Companions) i cudzoziemcy z tytułem Extra Knights lub Stranger Knights. Warunkiem członkostwa jest wyznawanie religii chrześcijańskiej, szlachectwo nie jest wymagane.

Zdaje mi się, że istotne dla wiersza jest to, jak prezentują się insygnia orderu: łańcuch z odznaką The George (za chwilę o niej), Podwiązka z błękitnego aksamitu z dewizą orderu i ośmiopromienna gwiazda. I teraz dochodzimy do sedna - odznaka The George to podobizna św. Jerzego na koniu zabijającego... smoka... Świętem orderu jest dzień świętego Jerzego, 23 kwietnia. Zaraz, zaraz... w wierszu przecież, w ostatnim wersie, mamy smoka... Czyżbym powinna go czytać w nawiązaniu do tego smoka od świętego Jerzego? Jak w takim razie odczytałabym wiersz, gdyby skusiła mnie ta droga?

 Święty Jerzy, męczennik z III wieku, wsławił się zabiciem smoka i uratowaniem księżniczki przeznaczonej na pożarcie. Obronił się znakiem krzyża przed potworem i w dowód wdzięczności miasto, któremu zagrażał smok, przyjęło chrześcijaństwo. W symbolice smok, z którym walczy św. Jerzy, symbolizuje zło i szatana, ale może także symbolizować przeciwieństwa na drodze do zdobycia upragnionego, wszelkie zagrożenia - smok był przeszkodą na drodze Jerzego do ocalenia księżniczki.

No toś mnie, panie Sosnowski, poprowadził na manowce. Dodam do tego początek wiersza nawiązujący do epoki elżbietańskiej - czyli epoki panowania Elżbiety I Tudor (1533-1603), córki Henryka VIII i Anny Boleyn, ostatniej z rodu Tudorów.

No dobrze, przeczytajmy więc jeszcze raz "Honi soit". Może te informacje wniosą coś nowego w moje odczytywanie wiersza?

A jeżeli można odnaleźć jeszcze inny motyw? Najprawdziwszy, najbardziej możliwy? Motyw związany ze słowami, które padają w środku wiersza, pytającymi jak często/ można powracać w zawieszeniu głosu/ pomiędzy „kocham” i zaimkiem. Podmiot liryczny zwraca się do kogoś, o kim mówi "my" i komu wyznaje miłość. Byłby to więc erotyk? O tak, wszystko możliwe, samo oddychanie biodrami i kurczenie się linii żywota do punktu spadającej gwiazdy, do rzęs, do zagłębienia dłoni, czyż nie można przeczytać pierwszej zwrotki jako opisu... aktu miłości, aktu seksualnego? To przecież zakochani są w pewnym sensie zawieszeni, nie myślą o jutrze, a jeżeli już nawet, to albo widzą w nim swoją cudowną przyszłość, albo zbiór lęków. Niepewna ta miłość, sama jest niewiadomą i nie wiadomo, czym skutkować będzie.

Gdyż wątek,
który porzucasz po tej stronie nocy
może być echem hasła na dziwnej granicy,
za którą, jak powiadają, żyją tylko smoki.

No cóż, po całej wędrówce drogami i bezdrożami interpretacyjnymi stanowczo optowałabym za motywem erotycznym wiersza, nawet jeżeli uwzględnimy motyw Elżbiety, motyw Edwarda i hrabiny Salisbury, wreszcie Jerzego i uratowanej księżniczki. Jakże inaczej wybrzmi w tym momencie tytułowe Hańba temu, kto źle o tym myśli... Zabrzmi jak obrona miłości, jak jej chronienie. I cały wiersz mogę czytać jako wiersz o miłości, zagrożeniach i konieczności obrony.

Gdyby ktoś czytał inaczej, odnalazł inne motywy, zechciał mnie z manowców zawrócić i poprowadzić prostą ścieżką - zapraszam! :)

13 komentarzy:

  1. A jakby przyjąć, że ten wiersz jest i o tym, i o tamtym, i jeszcze o czymś? Gdyby podziękować uniwersyteckiej poetyce? Gdyby zdać się na intuicję? Na czuja, na nos? Przypomnieć sobie ustęp o regatach na Tamizie u Eliota? Wspomnieć Szekspira z jego charakterystyczną, bardzo retoryczną kadencją? Podeprzeć to Naborowskim, jego lamentami nad cieniem? A później wszystko to posłać do diabła? Albo przypomnieć sobie scenę z Wyludniacza? Dużo tego, nie?
    A w sumie, to można prosto, powiedzmy tak: Jesteśmy powtarzalni, tacy sami, niezależnie od epoki. I Bóg się nami bawi, jak dziecko bierkami. Można wspomnieć o teoriach narracji pewnego amerykańskiego filozofa. Można , ale oddali nas to wielkie wspominanie od wiersza.
    Stary, poczciwy A.Ginsberg mawiał: "pierwsza myśl najlepsza". Może warto posłuchać?

    OdpowiedzUsuń
  2. O, Marku, cudne mi tu manowce podrzucasz, zamiast naprostować. :)

    Czy czytam ten wiersz jako erotyk, czy tak jak na początku, czy myślę o tej powtarzalności ludzkiej niezależnej od epok, wzruszam się.

    OdpowiedzUsuń
  3. I super! Po co Ci jakaś inna interpretacja? Masz już wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dla mnie jest o rozpięciu między wiekami i na wiekach; miedzy początkiem, a końcem, przyczyną, a skutkiem i zarazem na nich, rozpięciem między i na na czasie;
    z takim skurczeniem "bycia" do rozmiarów, a w zasadzie braku rozmiarów, punktu - we własnej głowie, ale i rozciągnięciem jak membrana.
    będąc wyrwanym ze wszelkiego kontekstu (w sensie 'człowiek) i jednocześnie przez kontekst zamieszczanym,
    z socjologiczno-filozofickim balansem między "kocham" a zaimkiem (cię, się, ją, jego, ich itd)
    takk na szybkiego i odręcznego ;)

    buź

    OdpowiedzUsuń
  5. W przypadku poezji Andrzeja Sosnowskiego nie istnieje coś takiego jak "prawidłowa interpretacja".
    Takiej literatury nie da się interpretować w duchu hermeneutyki (szukania właściwego sensu). Hermeneutyka się zużyła. Znaczenie takiego tekstu, jak ów fragment "Sezonu na Helu", jest współtworzone przez czytelnika.
    Jeśliby Pani zapytała samego autora, czy się z tym zgadza, odpowiedziałby zapewne: "Absolutnie tak. Myślę nawet, że otwarcie, o którym mówisz, jest swoistym "obowiązkiem" pokazywanego komukolwiek tekstu" (A.Sosnowski, Trop w trop, Wrocław 2010, s. 65)
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A też se jakiś wiersz z "Sezonu" zaraz umieszczę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wciąż się wykłócam, tak wewnętrznie, ze zużyciem hermeneutyki. Obawiam się, że nadużywanie tego hasła może prowadzić (i prowadzi często) do braku sensu w tekście. Takie: ja, poeta, piszę, nie pytajcie mnie o czym, interpretujcie jak chcecie, oto moje wiersze. Przeciwko temu się buntuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Brak sensu w tekście nie jest moim zdaniem niczym złym :P
    Sosnowski powiedział: "jeśli chciałbym coś przekazać, poszedłbym na pocztę".
    Poezja to jest muzyka. Należy słuchać, nie interpretować :D
    Już kiedyś przytoczyłem ten argument: czy aby zachwycać się np. płytą "A Love Supreme" Johna Coltrane'a, musimy rozumieć, co muzycy grają, jakich używają skomplikowanych harmonii, jak łamią rytmy i modusy?
    Sosnowski zagrzebuje w swoich wierszach pewne swoje wspomnienia. Białoszewski powiedział: "wyrażanie nienazwanych właśnie uczuć jest celem poezji".

    OdpowiedzUsuń
  9. marek kołodziejski ma rację, eliot - oczywiste, szekspir - zgadza się - to typowy szekspirowski monolog,

    OdpowiedzUsuń
  10. Epidzie drogi, ale jak się ma poziom odbioru "tylko słuchającego" do "słuchającego i rozumiejącego"? :)
    Zresztą, nie myślę o wielkim przekazie, ale o mówieniu o czymś, a z pewnością o czymś Sosnowski chce mówić.
    I - jeżeli chodzi o Białoszewskiego - skoro się próbuje to nienazwane wyrazić, to się ma coś konkretnego na myśli. Ubieram w słowa, w znaczenia - nie da się ucieć od takich faktów.

    A na poważnie - na różnych poziomach odbioru, wrażliwości, odczytywania tekst można absorbować. Więc mogę traktować poezję jak muzykę - i tak się naprawdę za pierwszym razem "słyszy" wiersz Sosnowskiego. Tak jak piosenkę, której słucha się z przyjemnością. Ale w pewnym momencie chce się o niej wiedzieć więcej, chce się rozumieć słowa, a nawet - jeżeli ma się dobry słuch - i od strony muzycznej człowiek będzie próbował się wgłębić.

    Poza tym myślę, że Sosnowski napisał smakowity erotyk, a my tu mu dokładamy wszystkie filozofie świata, łącznie z "to be or not to be". ;)

    Pozdrawiam Panów.

    OdpowiedzUsuń
  11. "Słuchać i się wzruszać" - to jest najwyższy poziom odbioru!

    OdpowiedzUsuń
  12. "Poza tym myślę, że Sosnowski napisał smakowity erotyk, a my tu mu dokładamy wszystkie filozofie świata, łącznie z "to be or not to be". ;)"

    zamiast się łączyć w pary i zakładać gniazda! ;D
    wiosna, pani, a żurawie w tym roku spóźnione mocno na Warmii, jeszcze trochę, a przyleciałyby razem z nimi bociany ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja gniazdo już mam... ;)

    OdpowiedzUsuń