czwartek, 18 lutego 2010

Stary, dobry Tuwim

Nie wiem skąd przyniosło mi ten wiersz, skąd ten motyw - czy to ta zima, czy jakiś dzień podszyty niżem? Śpiewał to Marek Grechuta, śpiewał Grzegorz Turnau, ale najszczególniejsze wykonanie kojarzy mi się z takim zaprzyjaźnionym zespołem, który w tutejszym domu kultury kiedyś pośpiewywał. Mam w uszach piękny alt Kasi śpiewającej "Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg..." Panie i Panowie... oto...

Zadymka
Julian Tuwim

Józefowi Wittlinowi

Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg
Zasypuje śnieżnemi płatkami sennemi
Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiek
I te ślady bezładnych moich kroków po ziemi.

Jeśli chcę, mogę spać - jeśli chcę mogą wstać,
Siąść przy oknie z gazetą z zeszłego tygodnia,
Albo iść w senność dnia - wtedy inny, nie ja,
Siedząc w oknie, zobaczy dalekiego przechodnia.

Czy to dobrze czy źle: tak usypiać we mgle?
Szeptać wieści pośnieżne, podzwonne, spóźnione?
Czy to dobrze czy źle: snuć się cieniem na tle
Kołującej śnieżycy i epoki przyćmionej?

Śnieg pierzyną mi legł, wiek godziną mi zbiegł
W białej drzemce, puszystym, przyprószonym spacerze.
Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiek
Składam wierszom powolnym w ofierze.

wtorek, 16 lutego 2010

Bambino, Inga Iwasiów

Czytam "Bambino" Ingi Iwasiów i coraz bardziej wciąga mnie ta wojenno-powojenna historia. Historia - po pierwsze, ale i - po drugie - język zawiły, pokręcony nieco, najeżony szykiem przestawnym jak pułapkami, najeżony logiką autorki. Wciąga mnie też - po trzecie - zestaw bohaterów i już muszę, po prostu muszę się dowiedzieć, co się stanie z Ulą, Anną, Marią i Janem. Co ich łączy? „Mają z sobą coś wspólnego: nie mają tu, w mieście, rodzin. Uklepują swoje życie, stykając się naskórkami z ludźmi stąd, zawierają przymierza, składają przysięgi”. Tak opowiada o nich ta, która ich powołała do życia na kartkach książki.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Czytając Seamusa Heaneya III

Ostrygi

Klekot muszel na naszych talerzach.
Język wzbierał mi w ustach jak ujście rzeki,
Podniebienie iskrzyło się gwiazdami:
Gdy próbowałem słonego smaku Plejad,
Orion zanurzał stopę w wodzie.

Żywe i poddane przemocy,
Leżały na posłaniu z lodu,
Każda w swej podwójnej skorupie: rozpękła
Cebulka kwiatu, rozwiązłe westchnienie morza,
Miliony ich, rozdarte, wyłuskane, ciśnięte bezładnie.

Jechaliśmy na to wybrzeże
Poprzez kwiaty i wapienne skały,
I oto siedzieliśmy, pijąc zdrowie przyjaciół,
Tworząc niczym niezmącone wspomnienie
W chłodzie strzechy i porcelany.

Przez Alpy, na południe, Rzymianie transportowali
Do Rzymu swoje ostrygi, otulone w siano i śnieg:
Widziałem jak wilgotne koszule wysypują z siebie
Ten nadmiar, ten ostry jak brzeg liścia, jak morska sól
Przesyt przywileju.

I czułem gniew, że moja ufność nie potrafi przyjąć
Jasnego światła, jak poezja albo wolność,
Niosącego się ku nam od morza. Jadłem ten dzień
Z całym rozmysłem, aby jego posmak
Mógł mnie ożywić całego w czasownik, czysty czasownik.

Z tomu "Field Work" (1979), przeł. Stanisław Barańczak


sobota, 13 lutego 2010

Pierwszy przetłumaczony :)

Про обычные дела
Тэрэса Радзевич

Писать про это, как в списке ежедневном:
принести хлеб, масло, немножечко смерти
и в календаре оставить записку: не забудь
выбросить мусор, простирать белье, умереть.

Но ведь уходим с одной только целью:
чтобы вернуться. И если не возврощаться даже,
все таки встретиться.

Стало быть, писать про дело обычное,
убедиться: другой дом, улица, город,
прокладывая частичку небес над головою.

Потом как обычно, как невыносимо
болит тишина, плохо скроенный материал.
Чего-то не хватает с левой стороны.

Przeł. Jakub Sajkowski


Wiersz o zwykłych sprawach
Teresa Radziewicz


Pisać o niej jak o codziennych zakupach:
przynieść chleb, masło, trochę śmierci
i w kalendarzu dla pamięci zaznaczyć:
wyrzucić śmieci, zrobić pranie, umrzeć.

A przecież jest tylko odchodzeniem w jednym celu:
żeby wrócić, a nawet jeżeli nie wracać,
to żeby się jednak spotkać.

Więc pisać o niej jak o zwykłej sprawie,
przekonać się: inny dom, ulica, miasto,
nad głową przetarty nowy nieba kawałek.

Potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
boli jak źle skrojony materiał
z brakiem po lewej stronie.

środa, 10 lutego 2010

Czytając Seamusa Heaneya II

Słoneczny blask

Była zalana słońcem pustka.
Na podwórku pompa
grzała swój żelazny hełm,
woda lała się miodem

do wiszącego wiadra,
a słońce stało,
jak blacha, która stygnie
oparta o ścianę

długiego popołudnia.
W kuchni jej dłonie
przebiegały stolnicę,
czerwieniący się piec

naznaczał ją żarem
w miejscu, gdzie stała
w oprószonym mąką fartuchu
obok okna.

Teraz zamiata stolnicę
miotełką gęsiego skrzydła,
później siada, biodrzasta,
ma białe paznokcie,

i zmarniałe golenie:
oto jest znów przestrzeń,
chleb rośnie w rytm
tykania dwóch zegarów.

Oto jest miłość,
jak blaszana szufelka,
zanurzona zupełnie
w misce otrębów.


Z tomu "North" (1975), tłum. Paweł Marcinkiewicz

wtorek, 9 lutego 2010

Czytając Seamusa Heaneya I

Ferie

Siedziałem w izbie chorych całe popołudnie,
Licząc kolejne dzwonki na zakończenie lekcji.
O drugiej samochód sąsiadów zabrał mnie do domu.

Ojca spotkałem na ganku; płakał -
Do tej pory pogrzeby znosił bez problemów -
A Duży Jim Evans mówił właśnie, że to ciężki cios.

Niemowlę gaworzyło, śmiało się, kołysało
Wózkiem, kiedy wchodziłem, zażenowany tym,
Że starcy wstają z krzeseł, aby uścisnąć mi rękę

I złożyć "wyrazy współczucia z powodu tych przejść".
Szepty powiadamiały nieznajomych: jestem najstarszy
Z rodzeństwa, w internacie; matka tymczasem trzymała

Moją dłoń w swojej, zanosząc się gniewnym kaszlem
Szlochu bez jednej łzy. O dziesiątej karetka przywiozła
Zwłoki, całe w szpitalnych tamponach i bandażach.

Nazajutrz rano wszedłem do jego sypialni na piętrze.
Przebiśniegi i świece łagodziły ostrość rzeczy; to było
Nasze pierwsze spotkanie od sześciu tygodni. Bledszy

Teraz, z czerwonym makiem śladu na lewej skroni,
Leżał, jak w łóżku dziecinnym, w tej skrzynce długości czterech
Stóp. Żadnych jaskrawych obrażeń, zderzak zmiótł go jednym stuknięciem.

Skrzynka długości czterech stóp, po stopie na każdy rok.


Z tomu "Death of a Naturalist" (1966), przełożył Stanisław Barańczak.

poniedziałek, 1 lutego 2010

"Lewa strona" w Łodzi

ZAPRASZAM

NA SPOTKANIE W ŁODZI

Z "LEWĄ STRONĄ",

TUDZIEŻ JEJ AUTORKĄ,

dn. 5 lutego 2010 r., godz. 19.00,

Śródmiejskie Forum Kultury (Roosevelta 17).

Więcej informacji:
TUTAJ