Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NOTATKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NOTATKI. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2022

Trochę o życiu, trochę o niczym :)

No bo tak - niby są wakacje, ale nie wszyscy mają wakacje. Niby jest lato, a wcale nie jest za gorąco. Niby owoce dojrzewają, ale zdają się małe i kwaśne. Na pewno tak jest z wiśniami. Natomiast jestem ciekawa mojej ulubionej jabłonki, która została przycięta na przedwiośniu i ma mnóstwo jabłuszek. Dojrzewają we wrześniu i uwielbiam wracając z pracy zboczyć pod drzewo i nazbierać prawdziwych owoców. W ubiegłym roku miała ich mało, ciekawe, co będzie w tym. 

Czereśnie przydomowe też późne jakoś, ale od czasu do czasu kilka zrywam i niosę mamie, która lubi. I przypomina mi się, kiedy z mamą zrywałyśmy pierwsze owoce  - najpierw dla rodzinnych dzieci, bo witaminki, bo trzeba, żeby jadły... Ach, ten beztroski czas młodości. A tu nasze najmłodsze dziecko zamierza się żenić lata tydzień. A pamiętam tego słodziaka (zamorduje mnie) uroczo mówiącego "kulpeciki" na pulpeciki. Życie. :)




poniedziałek, 14 marca 2022

Owoce morza

Połowa marca za nami, wiosna tuż tuż, mam nadzieję. Słońce w dzień świeci bardzo i błękitne niebo dodaje otuchy, ale w nocy temperatura spada poniżej zera. Czeka się więc na cieplejsze dni i czeka. Czeka się zresztą wciąż na coś. W szczególny sposób zaś czeka się na weekendy. I tu zacytuję wymianę sms z pewną mą przyjaciółką, mam nadzieję, że nie zamorduje mnie, bo cytuję bez autoryzacji...

Piątkowy poranek, godz. 6.59

Ona: Matko jedyna jak dobrze że piątek, padam na ryj kanciasty! Ten, kto wymyślił łikend powinien dostać nobla! Albo nawet dwa, z fizyki i pokojowego!

Ja: Ja bym dodała jeszcze z literatury, toż to czysta poezja.

Ona: Oo tak!

Ja: On się nazywał W. E. Kent...

Tak że tak właśnie przed weekendem dywagowałyśmy.

Poza tym - żyjemy. Mimo tego, co dzieję się na wschodzie, co wokół nas. Do szkoły przychodzą nowe ukraińskie dzieci, staramy się otoczyć życzliwością, opieką.

Żyjemy. Kochamy, złościmy się, tęsknimy, przytulamy, śmiejemy, płaczemy, rozpaczamy... 

Dziś w pracy - atak śmiechu. Sprawdzam prace moich piątoklasistów. Pamiętnik z podróży, w czasie której przeżyło się jakąś przygodę. Czytam opowieść o wyjeździe do Chorwacji i o posiłku w restauracji, w czasie którego właścicielowi owej restauracji uciekły... OWOCE MORZA.

Kurtyna!

Miejcie się dobrze, bądźcie dla siebie życzliwi. Jesteśmy tu na chwilę. 

I na koniec piątkowy zachód.



wtorek, 8 marca 2022

Śnieg w marcu

Wiem, wiem, przysłowie mówi "W marcu jak w garncu", ale śnieg o tej porze, gdy wyglądam słońca odczuwam jak policzek, kiedy czekało się na pocałunek. Chyba tak mówiła Ania z Zielonego Wzgórza, ale głowy nie dam. W ogóle ostatnio tyle "policzków", że trudno się pozbierać. Różnych policzków. Człowiek nadstawia i nadstawia, a chciałby choć jednego pocałunku.

Dziś dzieci ukraińskie w szkole. I Aga, taka przejęta, że pierwszaka dostanie pod swoje skrzydła. Okazuje się, że w ciągu nocy przyswoiła kilka zwrotów i do malca zwraca się... po ukraińsku. Widzę niebotycznie zdziwione oczy dzieciaka, który rozumie, co ta obca nauczycielka mówi. Aga wita się, przedstawia i pyta o imię... Mały odpowiada. Tak, to stanowczo był pocałunek przy całym policzkowaniu, które trwa.

Mogłabym nieustannie płakać. Dlatego staram się nie myśleć  - najpierw o wojnie. Zerkam, oczywiście, co się dzieje, ale dozuję sobie ten koszmar, inaczej nie przetrwałabym. Uciekam od myślenia o sprawach osobistych, trudnych i nierozwiązywalnych. Pracuję, wpadam do mamy, ćwiczymy, ile się da, karmię, kąpię, układam do snu... Próbuję ogarnąć się, spisując to swoje mazgajstwo. Dziennik jako terapia, wszystko lepsze od zawieszania się.

Różne ładne życzenia z okazji Dnia Kobiet. Święto jak święto, ale dobre słowo zawsze w cenie.

Brakuje mi tworzenia, czasu na spokojne pisanie, kokoszą się we mnie teksty i nie dają rady jeszcze pojawić się. Widocznie za wcześnie. Ciągnie mnie do malowania, ale czas, czas...

Czuję, jak mój optymizm, jak radzenie sobie z trudną rzeczywistością, ginie. Gdzie pocałunki?! :)

Na pociechę - chińska piwonia z letniego ogródka młodszej bratowej.



sobota, 9 maja 2020

A teraz maj, dookoła maj wyświęca ogrody...

Naprawdę, jeżeli w maju pojawia się ciepły i słoneczny dzień, to jest to najpiękniejszy, wprost niewiarygodnie piękny dzień. Aż trudno uwierzyć, że takie dni świat potrafi nam pokazać... Jakby mówił: no dobra, to dziś znajcie moją łaskawość. I kwitną wiśnie, śliwy, zaczynają jabłonie, wszystkie pączki na drzewach mówią - rosnę, rosnę! A bez! Tu u nas na wschodzie właśnie się rozwija i to jest już-już-już... A te białe puchy na błękitnym tle... No i słońce. Wiem, wiem, wiecie, że ten świat jest tak niewyobrażalnie piękny, ale trochę mi się zachciało go pokazać... ;)







poniedziałek, 23 grudnia 2019

Spacer trzeci

Kiedy widzę jakieś miejsce, które kiedyś było czymś innym, odczuwam smutek, że nie mogę go ujrzeć takiego, jakie było naprawdę. Ta willa musiała być zachwycająca, miałam wrażenie, że dookoła brzmią echa śmiechów, zabaw, nawoływań. Jak wyglądał ten ogród? Kim byli ludzie, którzy wybrali to miejsce? Ach, jaki żal, że teraz odchodzi, sypie się, przemija. Mnóstwo dookoła wspaniałych, pyszniących się pałacyków, ale sporo i takich, które tęsknią za dobrym czasem, Wiosną, latem są pewnie prawie niewidoczne w zieleni, dopiero ta dziwna zima ogołociła budowle. I oto stoją nagie, jak staruszkowie w czasie badania lekarskiego, staruszkowie, których ciała mówią: nasz czas przeminął...










piątek, 20 grudnia 2019

Konstancin-Jeziorna. Spacer pierwszy

Czasami się zdarza, że plany lecą na łeb na szyję i musisz robić nowe, natychmiast działać. Znalazłam się więc tutaj. Historia tego miasteczka jako podwarszawskiego letniska jest bardzo ciekawa, można sobie poczytać TUTAJ, a jeszcze więcej na stronie Wirtualnego Muzeum Konstancina. W Konstancinie mieszkał z rodziną Stefan Żeromski. Jest tężnia solankowa i basen solankowy... Samo zdrowie! Ruszyłam więc, ciekawa miejsca, na pierwsze wędrowanie - ilość willi, zarówno odnowionych, jak i sypiących się, ale także pięknie utrzymanych - ogromna. Sądzę, że widziałam tycią cząstkę. Troszkę tej wędrówki zostawiam...














niedziela, 27 października 2019

Fotopamiętnik

Trochę zdjęć wrześniowo-październikowych z małym komentarzem.

Najpierw wrześniowy Cisówek, jezioro Hańcza i jezioro Pogorzałek z krowami u wodopoju. Na tej polanie życzę sobie mieć dom. :)




Któryś z zachodów z parkingu przed domem, czyli w stronę torów.


Z kładki nad torami, Białystok, za plecami dworzec, przede mną świat... ;)


Nie pamiętam, gdzie ten zachód zrobiłam, być może Juchnowiec, ale mam pomroczność. ;)


A to moja droga do pracy. Nie jest długa, idę więc noga za nogą, ale mam co podziwiać o poranku.



A tu typowy zachód słońca z mojego balkonu. :))


Oraz ponownie kilka zdjęć z porannej drogi do pracy. Jesień, Panie, jesień...





A tu kilka zdjęć ze spaceru do lasu w okolicach Hermanówki. Słońce i liście, można oszaleć.





Balkon, wieczór, słońce. Zachód do zapatrzenia się.


I inna droga do pracy. To znaczy - trasa ta sama, ale poranek w mgłach i świat zupełnie inaczej się zaczyna...



Białystok, tutaj też słońce zachodzi...


I wreszcie most nad Narwią za Wojszkami. Rzeka - granica. W słońcu dzisiaj - obłędna.