Z dedykacją wszystkim, którzy tęsknią za latem, dwa wiersze z tomiku "Lewa strona". :)
Podciśnienie
Tego lata Biebrza była tak płytka, że przechodziliśmy
na drugą stronę bez moczenia majtek. Tylko moczarka
właziła między palce i łaskotała kolana; szwagier kosił ją
jak trawę. Ostrze puszczało zajączki, gdy rozbierał się
i schodził w nurt, a dzieciarnia chichotała na widok chudych,
brązowych łydek. Później można było na prześwietlonej łasze
zaglądać w oczy kamieniom, bratać się z ciernikami, układać
z wodą, na plecach, plątać włosy i wodorosty, zgadzać
na świat płynący jak cumulusy. A rzeka szykowała ciała
na święto, na wchodzenie w noc,
w ciekawość, w drżenia.
Dolina Biebrzy
To miejsce oddycha inaczej. Rzeka,
jak wywinięty zaskroniec, zmusza do przystawania.
Znam zapach świeżo skoszonej trawy, ale tu
gryzie nozdrza inny aromat. Tłumaczysz: to schnie
regularnie przewracane siano, dlatego czuje się żar,
jaki zamieszkał w powietrzu. Przy drogach
cmentarze pełne słońca. Obok nagrobków z wczoraj,
sprzed roku - krzyże kute trzysta lat temu – linie,
które rysuje się, by łączyć. Milkniemy
i nagle łapię najważniejsze słowo,
a ono mocno kłuje w język.
sobota, 8 stycznia 2011
piątek, 7 stycznia 2011
czwartek, 6 stycznia 2011
O tym, gdzie szukać inspiracji...
udaję licząc straty
warunki warunkami
a życie turkocze
konkretnie
po męsku
tak jak jest
Ukłoniki. ;)))))))))))
warunki warunkami
a życie turkocze
konkretnie
po męsku
tak jak jest
Ukłoniki. ;)))))))))))
wtorek, 4 stycznia 2011
O tym, że Internet tylko przeszkadza...
"Im pewnie kiedyś było łatwiej pisać, tym pisarzom znaczy, bo nie mieli Internetu. Nie zagadywał ich ktoś ciągle na gg, więc jak już mieli wenę, to raczej konkretną. A ja to mam trochę trudniej, bo ilekroć siadam do pisania, okazuje się, że Aśka jest dostępny i przesyła wiadomość. Albo przypomina mi się, że miałam sprawdzić, kiedy i na co umarł Steinbeck, więc go wklepuję w Google, po czym klikając w kolejne linki, dochodzę, na przykład, do wojny w Korei, zapominam, co miałam robić i idę po piwo, zanim mi Żabkę zamkną."
Dominika Ciechanowicz, O pisaniu książek i paru innych sprawach
Migotania, przejaśnienia, nr 4 (29) 2010
A byłam przekonana, że tylko ja tak mam... ;)
Dwa wiersze
Kosmos, Teresa Radziewicz
Możesz patrzeć w okno. Droga, dalej drzewa:
klony, jarzębina, śliwy, wiśnie, jabłoń. Życie
z tamtej strony wydaje się lepsze. Tutaj marazm,
zastój, rzeczy nieruchome; klatka, której przecież
nikt jednak nie zamknął. Szyba tłumi światło,
zamienia się w pryzmat. Żaluzje tną obraz,
każda porcja rośnie i ożywa nagle. Wiem, chciałbyś
ją wyjąć, przecisnąć pomiędzy. Dotykać czerwonych
baldachów jarzębin. Rozgryźć, na języku poczuć
smak goryczy. Wszystko,
byle tylko nie czuć nieważkości.
Mors. technicolor time machine, Paweł Podlipniak
Chciałbym, żeby mój pogrzeb szedł właśnie tą trasą
Michael Longley Objazd
nie wyglądaj. patrzenie prowadzi donikąd.
za nim najwyżej klon, jesion, sosna
lub inne rodzaje ostatecznych opakowań.
płacz mi prosto w oczy i więcej
nie pytaj, jakie brzegi nam znów odpłynęły,
po co w szatni oddajemy twarze. zgaś
sen, seans, sens. na końcu taśmy
imię, nazwisko, data - napisy końcowe.
autor wciąż nieznany.
Możesz patrzeć w okno. Droga, dalej drzewa:
klony, jarzębina, śliwy, wiśnie, jabłoń. Życie
z tamtej strony wydaje się lepsze. Tutaj marazm,
zastój, rzeczy nieruchome; klatka, której przecież
nikt jednak nie zamknął. Szyba tłumi światło,
zamienia się w pryzmat. Żaluzje tną obraz,
każda porcja rośnie i ożywa nagle. Wiem, chciałbyś
ją wyjąć, przecisnąć pomiędzy. Dotykać czerwonych
baldachów jarzębin. Rozgryźć, na języku poczuć
smak goryczy. Wszystko,
byle tylko nie czuć nieważkości.
Mors. technicolor time machine, Paweł Podlipniak
Chciałbym, żeby mój pogrzeb szedł właśnie tą trasą
Michael Longley Objazd
nie wyglądaj. patrzenie prowadzi donikąd.
za nim najwyżej klon, jesion, sosna
lub inne rodzaje ostatecznych opakowań.
płacz mi prosto w oczy i więcej
nie pytaj, jakie brzegi nam znów odpłynęły,
po co w szatni oddajemy twarze. zgaś
sen, seans, sens. na końcu taśmy
imię, nazwisko, data - napisy końcowe.
autor wciąż nieznany.
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Urodziny, urodziny!
Tak, proszę Państwa, oto dziś mija rok od pierwszego mojego wpisu, rok od otwarcia Reteskowa. Mam nadzieję, że czasem przeczytaliście czy obejrzeliście tutaj coś ciekawego, miłego sercu czy inspirującego. Czy coś w tym rodzaju. ;)
I oto dziś, w urodziny Reteskowa, dotarł do mnie spóźniony Mikołaj z ślicznym prezentem. Podkładki z moimi ukochanymi makami! Zapraszam na herbatę! :)
Mikołaju! Dziękuję! :*
I oto dziś, w urodziny Reteskowa, dotarł do mnie spóźniony Mikołaj z ślicznym prezentem. Podkładki z moimi ukochanymi makami! Zapraszam na herbatę! :)
Mikołaju! Dziękuję! :*
niedziela, 2 stycznia 2011
O Wierszalinie i nie tylko
Dziś rano w Radiu Białystok w programie "Podróże po kulturze" rozmowa (min.) z Piotrem Tomaszukiem, twórcą teatru Wierszalin. Niezwykły człowiek i teatr też niezwykły. Powiedziałabym, że to swego rodzaju legenda Podlasia. I kiedy robię w myślach przegląd osób i instytucji, to mam poczucie, że Białystok wcale nie jest taką pustynią kulturalną. Dlaczego więc tak jest postrzegany? Także i przeze mnie, o dziwo! Może powodem jest pragmatyzm Podlasian? W zabieganiu, w staraniach o codzienność brakuje miejsca na "wyższe potrzeby"? Obserwuję znajomych i faktycznie, może by chcieli coś więcej, ale za mało czasu, za mało sił i chęci za małe. Za mało informacji w mediach? Inna rzecz, że kultura nie jest bardzo widowiskowa, kiedyś ktoś bardzo wyraźnie powiedział, że lepiej dać pieniądze na jakiś festyn niż na wydanie książki. Na festynie tłum się będzie bawił, każdy przyzna, że coś się dzieje... Nieprawdaż? A ile osób sięgnie po książkę? Ale słucham sobie właśnie Radia Białystok i taka mała moja nadzieja się rodzi, że są jednak plany, że "będzie się działo", że może coś się w nowym roku zmieni? Tego sobie i wszystkim Podlasianom życzę. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


