piątek, 20 listopada 2015

Tam



          tam powinienem był się zatrzymać, objąć cię w tych brzozach
          i wypić sok z naciętej rany twego wzruszenia
          L.Żuliński, Napisz mi, Droga


Tak się świat poprzewracał, tak się czas poprzemieniał,
w ludziach rodzą się znowu kamienie. Nieustannie
zdziwienia: żyć, żywić się, życzyć – nie znaczy wiele;
te kilka kroków – jeszcze mniej, a przecież nie da się
w ciągu roku, dwóch, trzech zejść z tej liny, wylinieć,
wylinkę zrzucić, zarzucać ciągle fałsz i zarzucać
prawdę. Zmieścić się między białe-czarne i znaczyć
więcej niż myślnik, myśleć ściślej, bliżej

podchodzić. Pozwolić się zatrzymać,
nawet jeżeli jesień, nawet jeżeli zima
chytrze się zbliża, podchodzi, podejdzie
nas niespodziewanie, zaskoczy
i wtedy wzruszyć się,

a jeszcze lepiej – wyruszyć, wrócić
na tę drogę, związać się, wygładzić
kamienie. Żeby się czas
tak poprzewracał, tak się świat
poprzemieniał.


środa, 4 listopada 2015

To nic, to nic

                                                                                 Zdzisławowi Jaskule

Teraz, kiedy kończy się złota jesień, wyjeżdżamy
natychmiast: żadnych walizek, plecaków, toreb; tylko my
i słowa między nami. Będziemy szukać znaków, śladów,
szlaków – tylko tak leczy się melancholię:

ciągły ruch, gdy za bardzo boli

to przystawanie wśród płomyków, drzew i chryzantem,
to rozpamiętywanie wieczorne, to wspominanie,
to szorstkie rozcieranie w chłodniejących dłoniach

uścisków, rozmów, pocałunków. Gdzie jesteście, dokąd
zawiodło was życie, dokąd zawiodła śmierć? W bezruch,
w bezsenność, w bezustanne trwanie? Wyjeżdżamy – winni
i niewinni – tłumacząc się, że powrócimy, że na pewno,
ale teraz trwa wewnętrzna emigracja. To nic,

że ziąb, że mróz wżerający się w kości, że wiatr
lodowatym jęzorem liże przemarznięte ciała

obłokom każemy przyśpieszyć. Odnajdziemy

pierwsze przebiśniegi,
odcisk na rozgrzanym piasku,
drogę powrotną.

poniedziałek, 2 listopada 2015

Cudzy wątek, cudza osnowa

A człek myśli, że sam wszystko odkrył. A tu powtarza się i powtarza innych. Gdyby nie miał przyjaciół poetów, to przynajmniej żyłby w błogiej nieświadomości, a tu - ach, brak słów. :)


Joanna Lewandowska

planeta Mojra

to tylko sny więc dlaczego
jest nam smutno – wiosna
zrzuciła opad radioaktywny i teraz
naprawdę ciężko się wydostać

jak spać jak kochać jak przecierać
oczy szlaki – jasny szlag o losie

co w godzinie przypływu nadmieniasz
że właśnie przyszedł listopad
że kieliszek tequili z niebylejakiej ręki
właśnie padł że ja że ty

szlaki korytarze zdarzeń
dziwne sny i powidoki majaki

rzeczy się powtarzają – wzór dywanu
plecie się ciągnie się jest jedna osnowa
i wątek który wciąż się rwie – urywa i znajduje

na jednej z nieproszonych planet

Kłamstwo, szorstkość i dal


Chciałabym napisać słowo, ale żadne nie staje się
prawdziwe. Zbudowani ze smutku i tęsknoty,
zrobiliśmy wszystko ostatni raz. Słońce świeci,
znowu jest listopad i nie możemy się zdecydować
na odejście, chociaż to dobry miesiąc na umieranie,
obumieranie – gdyby nie tyle światła. Niech więc
zaczną się deszcze i wichury, mrozy i śniegi
– wtedy łatwiej, noc się zbliża i trudno uwierzyć

w świt, w świat, w światło. Idziemy:
dymy pełzają po rżyskach, granice w nas
przesuwają się głębiej – oto czas dzielenia
na dwa brzegi, na cztery strony świata,
na osiem słów, na dwanaście miesięcy.
Wypisują się listy, liście splatają
w osnowę – tyle zostaje. Wątek

się kończy, kurczy się. Słowo
daję: weź je, to bez znaczenia.