środa, 3 sierpnia 2011

Wakacyjnie

Lipiec okazał się miesiącem, w którym mało się pisze, a dużo czyta. Pozwoliłam sobie na czytanie różnego rodzaju powieścideł, ulubionych wierszy, oglądanie albumów o malarstwie różnorodnym - tym się rozpuszczałam wakacyjnie. W sumie napisałam tylko jeden wiersz, po odwiedzeniu Krasnogrudy, miejsca związanego z Miłoszem. Trochę wyjeżdżałam, trochę przyjmowałam gości, najczęściej długo w noc nie spałam, a odsypiałam rankami, które się przeciągały, przeciągaaaały...
No i teraz mam za swoje, bo tu mi różne głosy z pretensjami się odzywają, że co to znaczy - reteskowo od 17 lipca milczy, nie ma co czytać! Więc piszę parę słów i obiecuję więcej. A wszystkim życzę odpoczynku dobrego, słodkiego, leniwego.
Poza tym melduję, że w reteskowie od wczoraj pachnie świeżo skoszoną trawą, że, mimo początków sierpnia, wciąż zielono po deszczach, że już czerwoniutkie jarzębinowe baldachy oraz że zaczynają żółknąć pojedyncze lipowe liście. To znak, jesień się śpieszy, a tu lata jeszcze za mało.

niedziela, 17 lipca 2011

Na skraju Puszczy Knyszyńskiej...

Zielnik łąkowy, kolejno: wiesiołek dwuletni prawdopodobnie (Oenothera biennis), marchew zwyczajna (Daucus carota) oraz popularny chaber bławatek (Centaurea cyanus).


poniedziałek, 11 lipca 2011

Tym razem rumianek...

Z mojego oglądu wynika, że to może być rumian żółty - Anthemis tinctoria. Co na to rzeknie mój ulubiony Biolog po powrocie z wojaży - zobaczymy... Tworzył żółtą miedzę na mazurskim polu i zachwycił nas, kiedy spacerowaliśmy po polodowcowych wzgórzach.



niedziela, 10 lipca 2011

Dziewanna

Najprawdopodobniej Verbascum nigrum - dziewanna pospolita. Z dedykacją dla Jo. :)



sobota, 9 lipca 2011

Makowe panienki

Jako wielbicielka kiczu doskonałego, kocham się niezmiennie w makach. Oto zdjęcia z tygodnia mazurskiego - odcinek pierwszy: podsejneńskie maki. :)



piątek, 1 lipca 2011

Lipy w deszczu

Wracam dziś do domu w deszczu, bez parasolki, na szczęście ulewa chwilowo się powstrzymuje. Przy bramce mam lipy, piękne, obsypane kwiatem - trochę już go naskubałam na zimowe zaparzania. I zapach - czy wiedzieliście, że mokre kwiaty lipy pachną tak intensywnie? Zawsze myślałam, że te rozgrzane upałem wydzielają najmocniejszy aromat. I mam tak: lipy w deszczu z tą miodową wonią, świeżo skoszona trawa - wilgotna pachnie mocniej i słodkie kwitnące klony. Gdybym mogła, zmieszałabym te zapachy i używała jako perfum. Jo zabrania mi w wierszach używać tej całej zieleniny, którą mam dookoła, ale jak mam się powstrzymać, kiedy ten kolor, ta różnorodność, te aromaty to jedna z najpiękniejszych rzeczy, które nam się na ziemi przytrafiają. :)