poniedziałek, 19 stycznia 2026

Moje biblijne babki - najmłodsza Estera

 

***

I wreszcie czwarta babka, Estera, chyba najbardziej przypominała babcię – zwyczajną staruszkę, w której pokoju pachniało cynamonem, wanilią i pomarańczą. Piekła serniki: czysty ser, żadnych ciast na spodzie, żadnych pianek czy czekolady na wierzchu. Idealny smak pachnącego najlepszą cukiernią sernika. Piekła szarlotki – ale tylko jesienią, ponieważ jabłko musiało pochodzić z własnego sadu, a nie mogło leżeć w piwnicy. Estera, obdarzona wyjątkowym poczuciem zapachów, nie dała rady, po prostu nie dała rady jeść czy też kazać jeść innym owoców leżących kilkanaście tygodni w piwnicy. Nie piekła makowców.

– Nie mogę – mawiała, zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem, – przygotować ciasta z kupowanego maku, to czyste marnotrawstwo. Ten mak zawsze jest gorzki, obrzydliwy. Wiem, wiem, przecież i tak kupuję do kutii, ale tam oszukuję smaki miodem, rodzynkami, pomarańczową skórką. W makowcu tego się nie da. Może kiedyś znów będziemy hodować mak, siać, podlewać, suszyć makówki, a potem zsypywać idealne ziarenka do płóciennych woreczków. – Wzdychała z taką tęsknotą, że musiałam się do niej przytulić. Ostatnie jabłeczniki piekła w październiku, zanim zimowe owoce zaległy w skrzynkach. Piwnica przy dworku była istnym sezamem. Drewniane drzwi zamykano na wielką kłódkę, za progiem zaczynały się od razu schody i wiodły w dół. Ile razy wysyłano mnie po przetwory, wyobrażałam sobie, że schodzę do podziemi jakiegoś zamku, do lochów pod miastem czy jaskini. Byłam uwięzioną księżniczką, poszukiwaczką skarbów, uciekinierką albo przywódczynią skrytobójców. Na samym dole panował wieczny chłód, zapach gliny i ziemniaków wirował w nozdrzach, a mnie opanowywał lęk, że z ciemnego kąta wypełzną pajęcze stwory i porwą mnie gdzieś w podziemne korytarze. Świecąc latarką zbierałam zamówione przez babki słoiki, ustawiałam w koszu i wnosiłam z wysiłkiem na górę, spragniona świeżego powietrza. Piwnica, schowana w bzach, najpiękniej wyglądała wiosną, gdy wybuchało owo fioletowe szaleństwo. Babka Estera znosiła naręcza bzu i ustawiała w kuchni, w jadalni, w bibliotece – dom pachniał bzem. Dlatego nazwałam ją Bzową Wróżką – poza tym kochała fiolety i wrzosy we wszelkich odcieniach. Kiedy szukałam dla niej prezentu – sięgałam w sklepach po fioletowe szale, chusty czy apaszki. Babcia Estera była rodzoną babcią, mamą mojej mamy.

 

***

Salomea, Judyta, Serafina, Estera – moje biblijne babki. Oto one, poznajcie się.

1 komentarz: