piątek, 11 września 2015

Obcy i zielony!

Co to za stworzenie wielkości serdecznego palca zamieszkało na doniczce kalanchoe na moim balkonie?!




piątek, 4 września 2015

nie z daleka, nie przez ścianę



za ścianą chłopcy oglądają mecz – słyszę jęki zawodu
na przemian z ekscytującym buczeniem. ściany nie są
za grube, więc gdybyś mieszkał po sąsiedzku, mogłabym
sobie wyobrazić zasypiając na łóżku przy ścianie,
że układasz się po drugiej stronie i jesteśmy tak blisko –
prawie przytuleni. niestety, żyjesz w innym świecie:

szerokie ulice wśród secesyjnych kamienic,
światło nad rzeką i zielone przerywniki miasta,
żadnych dziwnych snów i wątpliwości. nie rozumiesz,

że moja głowa inaczej reaguje na ciała w wodzie
niż na martwe ciała w morzu: śnię wojny, przemarsze,
ucieczki z karabinem, szukanie noclegu i ludzki lęk,
który odpuszcza na chwilę między przebudzeniem
a odzyskaniem świadomości. im bardziej inni atakują
wysławianiem własnego człowieczeństwa, tym mniej
w nie wierzę. ciekawe, czy bawiłoby cię

lepienie z innych kuleczek, obtaczanie w smole i pierzu
poza ich plecami? świat mi się psuje, poradź, co robić
– cichnąć? pogłośnić się? pierwszego nie chcę, drugiego
nie potrafię. rano sąsiad przeprosi za kolegów – wiadomo

– będzie się tłumaczył ostatnim meczem w sezonie.
kim jestem, żeby nie przebaczyć? powiedz mi,
sam mi to powiedz. nie z daleka, nie przez ścianę.



4.09.2015 r.

wtorek, 25 sierpnia 2015

nabieram się



Wciąż zdarzają nam się dobre chwile.
M. Południak

gdy budzę się wcześnie, a sierpniowy poranek
ma ten nieopisany mleczny blask. zasypiam,
budzę się później i słońce na lipowych liściach
inaczej mi odpowiada. światło ogarnia mnie,

światłem oddycham, nabieram na jutro, nabieram się
godziną spokoju, pracowitym dobrym dniem,
kolacją wypełnioną przyjaciółmi, śmiechem
i dobrymi słowami. ale wewnątrz czai się on

– szary i zbutwiały, przechowuje zapach
nieszczęścia. trzyma mnie w swoich sznurkach,
a stopy kieruje tylko w ciemne strony;

łapię się więc jak mogę dni, światła
i liści – dobrych chwil, które jednak
wciąż jeszcze przychodzą

sobota, 22 sierpnia 2015

kalendarze, notatki, spisy




najważniejsze, to po sobie posprzątać
                       J.Taranienko, porządki


w sypialni zostało tylko łóżko i książki – może tak
będzie, kiedy odejdę. żeby tylko nie zapomnieć
rozliczyć się wcześniej z rzeczy pospolitych:

kalendarze, notatki, spisy. ten gąszcz liter
i wieczna nadzieja, że po coś się gromadziło,
że ktoś chciał widzieć we mnie ciągle nowe

słowa – nowe sceny zwiastowań. tymczasem
tylko remont: dziury po wkrętach, szpachla, farby
i brak odwagi, żeby się pozbyć przeszłości

w stertach kartek, bibelotach, zdjęciach, listach
i starych pocztówkach. jakiś żal, że się zniszczy
coś w sobie, spustoszy. i że może jeszcze nie,

jeszcze czas, jeszcze chwila