Który to był rok, kiedy w miłosławskim kościele słuchałam koncertu Anny Szałapak i właśnie ta piosenka zamieszkała we mnie, znalazła swój kątek, zasiedziała, potem nawet przesłoniła pajęczyną? I niedawno, ostatnio, odezwała, domagając się uwagi, dostrzeżenia, zajęcia się. :)
Tutaj można posłuchać:
Ucisz serce, Anna Szałapak
Ucisz serce (Piosenka szabasowa)
słowa: Agnieszka Osiecka
muzyka: Zygmunt Konieczny
Kto przysłonił te księżyce nad dachami,
mądrą głowę miał...
Chciał by żony całowały się z mężami,
nie wpadały, mój kochany, w szał.
Księżycowy wstaje wcześniej niż stójkowy,
i przemierza świat,
dobrym ludziom serca błyszczą jak podkowy,
a złym ludziom czarno kwitnie sad.
Uplotę ci złoty kołacz
z moich świetlistych promieni,
już ty się człowieku nie kołacz,
niech ci się na dobre odmieni.
A z mego żaru srebrnego
utoczę ci miodu ciut,
niech ci się w sercu zapieni
gęsty miód.
Ucisz serce, ucisz serce
w białym świetle rozpalonych świec.
Ucisz serce, ucisz serce
jedno z wielu, jedno z wielu serc
Wielki Panie winorośli,
Stworzycielu gwiazd,
proszą dzieci i dorośli:
nie zapomnij, nie zapomnij nas!
Ty, co gładzisz oceany
i prowadzisz w dal bezpieczną,
spojrzyj też na nasze rany,
na kołyskę i miasteczko.
Rozesłano już kobierce
w białym świetle rozpalonych świec,
ucisz serce, ucisz serce,
jedno z wielu serc.
Ty, co złocisz łany zboża,
bielisz mąki pył,
od pożaru i od noża
chroń nas z całych sił.
Daj nam rodzić się w pokoju
i umierać w noc serdeczną,
wodą z królewskiego zdroju
pobłogosław to miasteczko.
Ucisz serca, ucisz serca
w białym świetle rozpalonych świec,
ucisz serca, ucisz serca,
czarne gwiazdy serc.
czwartek, 28 stycznia 2010
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Trzy Chagalle
Joanna Lewandowska
Chagall
mój Marku to jest ta wioska
z której Salomea poleciała do Jerzego
i razem objęci płynęli
przez północne niebo
aż zanurkowali w zaspę
głowami pośrodku lasu
dzieją się tu rzeczy niesłyszalne
i takie których nie widać bo widać tylko
ludzką ciekawość i litery w prasie
albo długie zimowe opowieści
mój Marku welon Salci
sięgał aż do samego skraju
sięgał nawet jeszcze dalej bo my dzieciaki
biegliśmy jak można najszybciej
żeby złapać koniec
a on wlókł się aż za granicę
której nie wolno nam było przekraczać
na północnym niebie tego dnia
działo się różowo i w akwamarynach
oczu Salci uśmiechały się istotne ogniki
poruszonych tajemnic
w twarzy Jerzego najważniejszym uczuciem
były wąsy to one zamiotły horyzont
z pojedynczych w tym dniu chmurek
i wyrysowały linie które pocięły niebo
jak nitki odrzutowców
a później już był las biało
w naszej wsi trzaskały ogniska
a matki zawodziły że się traci córkę syna
a najbardziej że ta purpura nieba
jest tak piękna
że nie da się ani słowem opisać
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Paweł Podlipniak
Według Chagalla. Wystawa rysunków dzieci w schronisku na Maciejowej. Gorce.lato-R.jesień 2008.
Koza skacze przez księżyc, gdzieś ponad dachami
na kozim grzbiecie chłopiec, ściska w ręku precel,
precel jest sam jak księżyc, słabym światłem świeci,
sypie z nieba okruchy - nocne lęki karmi.
Pełne mleka są piersi sarniookich madonn,
w korowodzie do studni (skwar łoźnieński parzy),
potem każda przeniesie w dzbanie chłodne szalom
zasłuchana w muzykę studziennych żurawi,
co się z łańcucha zrywa, leci nad gontami,
a za muzyką pomkną wronie stada skrzypków,
zakołują, zajęczą, końskim włosiem szybko
szarpną, bez kalafonii, z nerwem nad nerwami.
Łupiny spadną z dźwięków, a wtedy dziewczynka
zbierze je, schowa w koszu między płomieniami
dzikojesiennych liści i w jarzębin kiściach,
w obrazkach kwaskowatą żółcią wyklejanych,
zanim nuty na popiół lisi ogień strawi.
Cisza drze się jak pierze z sypanej poduchy,
słychać głos zagniewany - "Menuhiiii, Menuhiiii",
lecący w stronę skrzypków (gdzieś ponad dachami).
Struny zabrzęczą słodko, klarnet zaklangorzy
i dziewczynka zadrobi do taktu stópkami,
kosz rzuci, potem ruszy w taniec księżycowy
między stosami precli makiem obsypanych.
Woda śpi chłodno w wiadrach, lęk się srebrem nadął
chłopiec marzy o piersiach sarniookich madonn.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Teresa Radziewicz
EREW TOW, PANIE CHAGALL, EREW TOW
Tak słodko szeptała Bella Rosenfeld, kiedy mijała
Marka wracając do domu w niebieskiej sukience.
Erew tow brzmiało jak czyste dwukreślne C, jak kabała;
nie wiedział jeszcze czy może na nią patrzeć, a więcej?
A kiedy wręczał jej ketubę i trzymał spłoszone ręce
pod chupą; czy prorokował, że powiedzą spełnieni
pierwsze wieczorne laila tow? Że staną się naprędce
kochankami w bzach, kochankami w czerwieni?
Pod chanukową lampką zamieszkali w pragnieniu
jak w kręgach: dom, sztetł i ciche wspominanie pieśni
w jego obrazach, w jej wierszach. Potem tyle kamieni
przy każdym dniu. Kamienie z miejsca na miejsce nieśli.
Oddzieliło się ciało z twego ciała, kość z kości;
laila tow. Pisałeś: wszystko stało się ciemnością.
Chagall
mój Marku to jest ta wioska
z której Salomea poleciała do Jerzego
i razem objęci płynęli
przez północne niebo
aż zanurkowali w zaspę
głowami pośrodku lasu
dzieją się tu rzeczy niesłyszalne
i takie których nie widać bo widać tylko
ludzką ciekawość i litery w prasie
albo długie zimowe opowieści
mój Marku welon Salci
sięgał aż do samego skraju
sięgał nawet jeszcze dalej bo my dzieciaki
biegliśmy jak można najszybciej
żeby złapać koniec
a on wlókł się aż za granicę
której nie wolno nam było przekraczać
na północnym niebie tego dnia
działo się różowo i w akwamarynach
oczu Salci uśmiechały się istotne ogniki
poruszonych tajemnic
w twarzy Jerzego najważniejszym uczuciem
były wąsy to one zamiotły horyzont
z pojedynczych w tym dniu chmurek
i wyrysowały linie które pocięły niebo
jak nitki odrzutowców
a później już był las biało
w naszej wsi trzaskały ogniska
a matki zawodziły że się traci córkę syna
a najbardziej że ta purpura nieba
jest tak piękna
że nie da się ani słowem opisać
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Paweł Podlipniak
Według Chagalla. Wystawa rysunków dzieci w schronisku na Maciejowej. Gorce.lato-R.jesień 2008.
Koza skacze przez księżyc, gdzieś ponad dachami
na kozim grzbiecie chłopiec, ściska w ręku precel,
precel jest sam jak księżyc, słabym światłem świeci,
sypie z nieba okruchy - nocne lęki karmi.
Pełne mleka są piersi sarniookich madonn,
w korowodzie do studni (skwar łoźnieński parzy),
potem każda przeniesie w dzbanie chłodne szalom
zasłuchana w muzykę studziennych żurawi,
co się z łańcucha zrywa, leci nad gontami,
a za muzyką pomkną wronie stada skrzypków,
zakołują, zajęczą, końskim włosiem szybko
szarpną, bez kalafonii, z nerwem nad nerwami.
Łupiny spadną z dźwięków, a wtedy dziewczynka
zbierze je, schowa w koszu między płomieniami
dzikojesiennych liści i w jarzębin kiściach,
w obrazkach kwaskowatą żółcią wyklejanych,
zanim nuty na popiół lisi ogień strawi.
Cisza drze się jak pierze z sypanej poduchy,
słychać głos zagniewany - "Menuhiiii, Menuhiiii",
lecący w stronę skrzypków (gdzieś ponad dachami).
Struny zabrzęczą słodko, klarnet zaklangorzy
i dziewczynka zadrobi do taktu stópkami,
kosz rzuci, potem ruszy w taniec księżycowy
między stosami precli makiem obsypanych.
Woda śpi chłodno w wiadrach, lęk się srebrem nadął
chłopiec marzy o piersiach sarniookich madonn.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Teresa Radziewicz
EREW TOW, PANIE CHAGALL, EREW TOW
Tak słodko szeptała Bella Rosenfeld, kiedy mijała
Marka wracając do domu w niebieskiej sukience.
Erew tow brzmiało jak czyste dwukreślne C, jak kabała;
nie wiedział jeszcze czy może na nią patrzeć, a więcej?
A kiedy wręczał jej ketubę i trzymał spłoszone ręce
pod chupą; czy prorokował, że powiedzą spełnieni
pierwsze wieczorne laila tow? Że staną się naprędce
kochankami w bzach, kochankami w czerwieni?
Pod chanukową lampką zamieszkali w pragnieniu
jak w kręgach: dom, sztetł i ciche wspominanie pieśni
w jego obrazach, w jej wierszach. Potem tyle kamieni
przy każdym dniu. Kamienie z miejsca na miejsce nieśli.
Oddzieliło się ciało z twego ciała, kość z kości;
laila tow. Pisałeś: wszystko stało się ciemnością.
niedziela, 24 stycznia 2010
Wierszyk na taką noc
czasem wystarczy
spacer
hojnie obdarowany
niską kreską krawędzi nocy
po drugiej stronie
przetarte srebro
strzelisty orion
i łagodna kasjopea
przełamana hostia
księżyca
24.01.2010
spacer
hojnie obdarowany
niską kreską krawędzi nocy
po drugiej stronie
przetarte srebro
strzelisty orion
i łagodna kasjopea
przełamana hostia
księżyca
24.01.2010
wtorek, 19 stycznia 2010
Wierszyk taki
Piosenka o rozumieniu
Jeszcze dni pełne światła,
mapa rąk, twarzy, części ciała
pełnych pragnień i doświadczeń
ze szlakiem wyrysowanym
prosto i jasno. Jak to
rozumieć? Znaleźć przepis,
w proporcjach się nie miotać,
z blatu zdmuchnąć pył czasu,
tę postać słabej poświaty
mijającego paktu? Jak to
rozumieć? Odczytać
z zabrudzonego śniegu,
że w marszu od A do B
połowa odcinka już dawno
zgasła? Jak to
rozumieć? Przyjąć
dziecko zmierzchu i zostać?
Jak to?
19.01.2010 r.
Jeszcze dni pełne światła,
mapa rąk, twarzy, części ciała
pełnych pragnień i doświadczeń
ze szlakiem wyrysowanym
prosto i jasno. Jak to
rozumieć? Znaleźć przepis,
w proporcjach się nie miotać,
z blatu zdmuchnąć pył czasu,
tę postać słabej poświaty
mijającego paktu? Jak to
rozumieć? Odczytać
z zabrudzonego śniegu,
że w marszu od A do B
połowa odcinka już dawno
zgasła? Jak to
rozumieć? Przyjąć
dziecko zmierzchu i zostać?
Jak to?
19.01.2010 r.
niedziela, 17 stycznia 2010
O. Tokarczuk - kilka cytatów
1) Bo mnie uśmiechnął. :)
Stary sposób na senne koszmary jest taki, że trzeba je opowiedzieć na głos nad otworem ubikacji, a potem spuścić wodę.
2) Gdyż wydaje się być taki prawdziwy.
Ranki zimowe zrobione są ze stali, mają metaliczny smak i ostre krawędzie. W środę o siódmej rano, w styczniu, widać, że świat nie został stworzony dla Człowieka, a na pewno nie ku jego wygodzie i przyjemności.
3) Ponieważ wzruszył.
Lecz potem nagle jakaś rozpędzona planeta przekroczyła niewidzialny punkt i dokonała się zmiana, jedna z tych, których my tutaj na dole, nie jesteśmy nawet świadomi. Może tylko drobne znaki objawiają nam to kosmiczne wydarzenie, ale ich też nie zauważamy. Ktoś nastąpił na gałązkę leżącą na ścieżce, pękło w zamrażalniku piwo, które zapomniano stamtąd wyjąć w porę, spadły z krzaka dzikiej róży dwa czerwone owoce. Jak mielibyśmy to wszystko rozumieć?
Stary sposób na senne koszmary jest taki, że trzeba je opowiedzieć na głos nad otworem ubikacji, a potem spuścić wodę.
2) Gdyż wydaje się być taki prawdziwy.
Ranki zimowe zrobione są ze stali, mają metaliczny smak i ostre krawędzie. W środę o siódmej rano, w styczniu, widać, że świat nie został stworzony dla Człowieka, a na pewno nie ku jego wygodzie i przyjemności.
3) Ponieważ wzruszył.
Lecz potem nagle jakaś rozpędzona planeta przekroczyła niewidzialny punkt i dokonała się zmiana, jedna z tych, których my tutaj na dole, nie jesteśmy nawet świadomi. Może tylko drobne znaki objawiają nam to kosmiczne wydarzenie, ale ich też nie zauważamy. Ktoś nastąpił na gałązkę leżącą na ścieżce, pękło w zamrażalniku piwo, które zapomniano stamtąd wyjąć w porę, spadły z krzaka dzikiej róży dwa czerwone owoce. Jak mielibyśmy to wszystko rozumieć?
Olga Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych
Bardzo cenię twórczość Olgi Tokarczuk, uważam, że jest jednym z najlepszych polskich powieściopisarzy (jedną z najlepszych powieściopisarzy? - te problemy z formą żeńską/męską :)). Dlatego z ciekawością sięgnęłam po najnowszą książkę pod pięknym, mocnym tytułem "Prowadź swój próg przez kości umarłych". Czytałam z przyjemnością, mimo, że jest to kryminał, a ja nie przepadam za kryminałami. Niby to ten rodzaj powieści, ale nie zagadka kryminalna w tej książce okazała się najważniejsza. Jeszcze wrócę do wrażeń po przeczytaniu, a teraz fragment, który od razu skojarzył się z jednym z moich tekstów, nawiązujący do tych samych słów z Biblii, później mój wiersz:
"Wieczne odpoczywanie". (...) Śpiewaliśmy tak z godzinę, ciągle to samo, aż słowa przestały cokolwiek znaczyć, jakby były kamykami w morzu, które, w nieskończoność obracane przez fale, stają się okrągłe i podobne do siebie jak dwa ziarnka piasku. Bez wątpienia dawało to wytchnienie, leżące martwe ciało odrealniało się coraz bardziej, aż stało się pretekstem do tego spotkania ciężko pracujących ludzi na wietrznym Płaskowyżu. Śpiewaliśmy o Światłości, która istnieje wprawdzie gdzieś daleko, na razie niedostrzegalna, ale gdy tylko umrzemy, ujrzymy ją. Teraz widzimy ją przez szybę, w krzywym lustrze, lecz kiedyś staniemy z nią twarzą w twarz. A ona nas ogarnie, bo jest naszą matką, ta Światłość, i z niej się wzięliśmy. A nawet nosimy w sobie jej cząstkę, każdy z nas...
Język jest szorstki, a okno ma smak jesieni
Próbuję w ten sposób poznawać. Na dwa sposoby,
jak dzieci, kiedy chcą oswoić stół, ścianę, talerz,
drzwi. A potem drzewo, ziemię, śnieg i powietrze.
Lubię wyraźny smak soli, chłodny metalu, chociaż
nie odróżniam jeszcze żelaza od miedzi. Ponoć
miedź jest cieplejsza, nauczę się to odczuwać.
Kiedy ułożą na wznak w wilgotnej, tłustej ziemi,
wtedy poznam nie tylko częściowo, jak w lustrze.
Poznam i nazwę tak, jak można jedynie
twarzą w twarz.
"Wieczne odpoczywanie". (...) Śpiewaliśmy tak z godzinę, ciągle to samo, aż słowa przestały cokolwiek znaczyć, jakby były kamykami w morzu, które, w nieskończoność obracane przez fale, stają się okrągłe i podobne do siebie jak dwa ziarnka piasku. Bez wątpienia dawało to wytchnienie, leżące martwe ciało odrealniało się coraz bardziej, aż stało się pretekstem do tego spotkania ciężko pracujących ludzi na wietrznym Płaskowyżu. Śpiewaliśmy o Światłości, która istnieje wprawdzie gdzieś daleko, na razie niedostrzegalna, ale gdy tylko umrzemy, ujrzymy ją. Teraz widzimy ją przez szybę, w krzywym lustrze, lecz kiedyś staniemy z nią twarzą w twarz. A ona nas ogarnie, bo jest naszą matką, ta Światłość, i z niej się wzięliśmy. A nawet nosimy w sobie jej cząstkę, każdy z nas...
Język jest szorstki, a okno ma smak jesieni
Próbuję w ten sposób poznawać. Na dwa sposoby,
jak dzieci, kiedy chcą oswoić stół, ścianę, talerz,
drzwi. A potem drzewo, ziemię, śnieg i powietrze.
Lubię wyraźny smak soli, chłodny metalu, chociaż
nie odróżniam jeszcze żelaza od miedzi. Ponoć
miedź jest cieplejsza, nauczę się to odczuwać.
Kiedy ułożą na wznak w wilgotnej, tłustej ziemi,
wtedy poznam nie tylko częściowo, jak w lustrze.
Poznam i nazwę tak, jak można jedynie
twarzą w twarz.
czwartek, 14 stycznia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)


