poniedziałek, 6 lipca 2015

Znowu zachodziło!

Wakacje, nareszcie wakacje. Pierwszy poniedziałek wakacyjny spędziłam na prawienicnierobieniu i było to piękne nicnierobienie, zaprawdę. Odwiedziłam mamę, pojechałam do B. i zrobiłam na bazarku zakupy (taaaaakieeeee malinowe polskie pomidory, pycha), trochę poczytałam (biografia Tuwima), trochę poplotłam przez telefon z Alicją, Alicją i Joanną. Pozbyłam się paru złotych płacąc rachunki. A na koniec poszłam na spacer i był, oczywiście, zachód, a ja robiąc zdjęcia nasyciłam swój sentyment do kiczu. No i - zdaje mi się to istotne - wraca we mnie przymus pisania, więc kto wie, może się wiersze nowe pojawią. Kto wie? :)













środa, 1 lipca 2015

Się kwieci, kwieci się!

Koniec roku szkolnego, premiera spektaklu, lato... W mieszkaniu i na balkonie kwiaty i kwiaty. Więc zdjęć trochę, bo przemijają, a chciałoby się je zachować.













wtorek, 23 czerwca 2015

Chmury nad nami...

Jakiego tempa nabiera momentami życie - aż trudno się nadziwić. Praca, praca, praca... Koniec roku lada dzień, więc ten kołowrotek przyśpieszył maksymalnie. Mój mały teatralny Kluczyk grał ostatnio kilkakrotnie spektakl, a dorosły Trylobit ma premierę w najbliższą sobotę. Teatralny obłęd! Próby, próby, ostatnie już i gramy. Jeszcze parę dni, jeszcze te różne przeżycia, występy, zakończenia roku, jeszcze, jeszcze i... wakacje. Trudno mi wyobrazić ten wolny czas... Nie wiem, czy takowy w ogóle istnieje, chociaż słyszałam, że niektórzy go posiadają. A już czekają zaległe książki, recenzje, wiersze, opowiadanie, które mam w ogólnym zarysie w głowie (a występuje w nim 40 tragicznie zamordowanych przez lisa kur). A wyjazdy, a nowe miejsca, a miejsca stare, a ludzie do spotkania... Jak to wszystko zmieścić? A dziś chmury takie, że napatrzeć się nie mogłam. Jak to zapamiętać, zachować?







wtorek, 9 czerwca 2015

poniedziałek, 1 czerwca 2015

To i owo

Najpierw trochę zdjęć z drugiego piętra szkoły - widoki stamtąd bywają wyjątkowe. Nasz sąsiad rzepak, wjazd do szkoły, mój blok, kwitnące jarzębiny - wszystko jak na dłoni. Jako część druga - trochę maczków, które mi podstawiły nogę tuż przed przejazdem przez przejazd (jakkolwiek to brzmi, przejazd był kolejowy). :)









środa, 20 maja 2015

Idzie burza!

Po 12 godzinach w pracy - szaleństwo - wracałam wdychając powietrze dziś nasycone zapachem bzu, kwitnącej jarzębiny, rzepaku, skoszonej trawy i nie wiem jeszcze czego. Cudowny aromat napęczniałej wiosny. W domu pootwierałam okna, usiadłam z herbatą, i zobaczyłam, jak w oknach szkoły odbija się zachodzące słońce, jakieś mgliste, szczególne. Złapałam aparat, wskoczyłam w japonki i poszłam na spacer "ku granicy dzieciństwa" - jak to mi się często zdarza. Spacer, zapachy, kolory, cisza. Wróciłam, a tu jeszcze miły telefon. A zaraz prysznic i przedsenna lektura. Za oknem horyzont co chwilę rozjaśnia się błyskawicami, nadciąga burza, grzmi. Dobrej nocy, uśmiecham się do nocy, do jutrzejszego pracowitego dnia, do tych, którzy tutaj zaglądają.