Miesiąc! Miesiąc nie było żadnego wpisu! Wielbiciele klną, bywalcy codzienni psioczą, statystyki spadają! Na łeb i szyję! Jak żyć, panie, jak żyć?
Ale co zrobisz, skoro pracy tyle, że nie wiedziałam, w co ręce włożyć! Przeglądam kalendarz - ostatni miesiąc - jury szkolnej Sylwii Chorąży, jury Srebrnego Pióra, zjazd Poetów Po Godzinach (tęsknię!), tydzień z Melpomeną (moje czorciki grały), ewaluacja przedszkola, piękne spotkanie z niezwykłym człowiekiem w jedną z sobót, konkurs recytatorsko-muzyczny w szkole, warsztaty pisania recenzji teatralnych, spotkanie z uczniami w B., spotkanie w MODM-ie bardzo nietypowe..., w sobotę w Chomontowcach praprapremiera moich "Utrat" i inne atrakcje, w niedzielę, czyli dzisiaj - szkolny festyn. Dodajmy do tego codzienną pracę - końcoworoczną oraz zakończenie podyplomówki (egzaminy, zaliczenia, e-learningi, prace, eseje...) - i wiadomo, dlaczego blog po macoszemu traktowany nieco. O! Teraz będzie troszkę lżej, jeszcze tylko ostatnie rady pedagogiczne, jeszcze Srebrne Pióro, jeszcze festiwal i recenzje, jeszcze zakończenie roku - i czas (mam nadzieję) zwolni.
A dziś, mimo umęczenia, przedwieczorna wyprawa nad Narew. I zachód słońca! :)

























































