poniedziałek, 14 października 2013

Ploski

Zatrzymałam się "po drodze", żeby obejrzeć cerkiew Przemienienia Pańskiego. Wieś Ploski, długa, rozłożysta, z mnóstwem bocianich gniazd, wzmiankowana była już w XVI wieku. Tędy przechodził królewski trakt z Warszawy przez Węgrów, Sokołów, Granne nad Bugiem, Bielsk, Wojszki, Solniki, Wasilków do Grodna - związany był, rzecz jasna, z przeprawą przez Narew.

Drewniana cerkiew pochodzi z XVIII wieku, później została rozbudowana. Widnieje w rejestrze zabytków województwa podlaskiego. Niestety, w zwyczajny dzień jest zamknięta i nie mogłam jej obejrzeć w środku. Za to mogłam swobodnie pospacerować dookoła świątyni. Szkoda, że nie potrafiłam odczytać, z jakich lat pochodzą najstarsze krzyże na cmentarzu. Jeżeli ktoś będzie tutaj kiedyś przejazdem, niech zatrzyma się, żeby odczuć, jak szybko przemijającą istotą jest człowiek.














poniedziałek, 7 października 2013

Weekendowa Warszawa

Cóż można w Warszawie robić w weekend? Otóż można na przykład obserwować z szesnastego piętra zachody słońca...





lub inne takie...




...ewentualnie włóczyć się po Pradze w poszukiwaniu knajpy z poezją...







... i wracać do domu w październikową sobotę pełną światła...



oraz pisać, spisywać w pociągu słowa.



Oto

Dokąd zmierzają ci wszyscy ludzie, których obejmuję
wzrokiem ze szczytu ruchomych schodów, kiedy powoli
wyłaniają się z zaciśniętych szczęk peronu w nieustającym

pielgrzymowaniu? Oto głowa i ciało: mężczyzna
w plecaku na brzuchu wiezie ukulele – miniatura gryfu
wystaje z trzewi – wyobrażam sobie skupienie ciemnych oczu
nad żółtą podwodną łodzią. Jeszcze moment i oto znów
głowa i ciało, dwa ciała – kobieta, śpiące na ramieniu dziecko,
walizki, torebki, zakupy, istna matka wieloramienna,
utrzymuje się na powierzchni dzięki sprawnym ruchom
ramion. Dalej kłąb siwych włosów i reklamówki w mitenkach,
– czuję w staruszce zwierzę, drżę, kiedy przyczajone oczy
zdają się patrzeć na mnie. Oto ludzie – nadpływają

kolejne i kolejne znaki – trwa ciągła procesja;
szukam w niej swojego miejsca, mojego feretronu,
lecz – cisza. Zatapiają mnie kolejne fale:
oto nieruchoma postać, obłędne krzyki
w głowie – tyle.

środa, 2 października 2013

Kołysz mnie, matko


W horyzont wbita ognista strzała zachodu – kołysz mnie, matko,
kołysz, w śnienie wprowadzaj, w prawie-umieranie, w przeszłość
biegnącą ku obcej przyszłości w nieustannym teraz. W atrament
słów toczących się od kiedyś, od powstawania, rodzenia się
i dojrzewania, od wszystkich matek, babek i prababek świata
po córki, wnuczki i prawnuczki jutra. Kołysz mnie, matko,

naucz kołysania, to nasze prawo – koić niespłakane,
niespłacone życiem, to nasze prawo – zszywać
rozdzierane. Naucz mnie, matko, naucz
tej drogi spokojnej, rozdawania siebie,
przesypywania zgodą dni coraz szybszych,

naucz słodyczy przychodzącej w coraz to mocniej
pogniecionej skórze, tęsknoty po tej, której nazwy
wymawiać nie trzeba, bo zbyt gorzko w ustach
rozpuszcza się łzami. Kołysz mnie, matko,
póki jeszcze jesteś, zanim słońce poranne
raną się rozleje.


poniedziałek, 30 września 2013

Jesień, ach, to ty!

 
Mocniej, zimniej, ostrzej

W taki dzień nie zdarza się nic wyjątkowego;
słodkawo pachnie ostatni raz koszona trawa,
wschody sprawiają, że horyzont kurczy się
do najbliższych drzew, a zachody co wieczór

nabierają mocniejszych barw. Potykam się
o kasztany, włoski orzech potrząsa czupryną,
a wróble i drozdy urządzają najazd na jarzębinę,
małe pospolite ruszenie - kosy po przymrozkach

nie będą miały czego szukać. Nic wyjątkowego
- jesień. Ciche godziny rzeczy ostatecznych
skradają się wśród liści, które już nie pamiętają
o przynależnościach. Niedługo wszyscy

to poczujemy: zimny, mokry dotyk.



sobota, 28 września 2013

Spotkania niemożliwe - z cyklu "o życiu"

Lubię czasem wpaść do Kurnika i rozegrać kilka partyjek literaków, to mnie relaksuje. Lubię. I dziś w czasie sobotnich porządków zrobiłam chwilę na oddech, zalogowałam się, miejsce przy jakimś stoliku było wolne, więc dosiadłam się, start - i poszły partyjki. W czasie drugiej mój przeciwnik zaczął "migać" - bardzo tego nie lubię, pytam zazwyczaj, czy ta osoba sprawdza wyrazy w słowniku i więcej nie gram, jeżeli to rzeczywiście robi. Przeciwnik przytaknął dodając, że są tak nieprawdopodobne słowa, że czasem sprawdza. Rozpoczęła się rozmowa na temat zasad gry, samodzielności, liczenia na swoją i tylko swoją łepetynkę, okazało się, że ktoś przytomny ze mną rozmawia, rozumie to moje uparte niekorzystanie ze wsparcia. Potem chwila przerwy na kawę, jakiś żart, że współgracz kawę chętnie także, tylko że pewnie trochę za daleko. Na moje ciekawskie pytanie - dokąd tę kawę trzeba dostarczyć - otrzymałam odpowiedź, że... do Finlandii! No! W to mi graj! Takie interesujące państwo, zaczęłam wypytywać, jak tam jest. Od słowa do słowa, w żartach przeciwnik mi mówi, że tak nudno, że zaczął pisać książki... Wydał dwie... Ja na to, że jestem lepsza, bo trzy, tyle że cienkie. Rozmówca mi się elegancko przedstawił iiiiiiiii... iiiiiiiiii... zaskoczyłam i Jego, i siebie, bo "Kompozytora" Sławomira Górzyńskiego czytałam! Na dodatek wypożyczyłam książkę z juchnowieckiej biblioteki. A do tego podobała mi się historia muzyka, który odnalazł cudze rękopisy i zaprezentował je jako własne. A to ci historia! I ta książkowa, i ta moja dzisiejsza literakowa. Kto by pomyślał?!

Spotkanie z uczniami ZS nr 4 w Ostrołęce

Drodzy Uczniowie,

postanowiłam napisać do Was list, żeby powiedzieć, że spotkanie z Wami będę długo pamiętać, ponieważ było bardzo nietypowe.

Co jakiś czas jestem zapraszana na wieczory poetyckie, literackie poranki czy właśnie spotkania z młodzieżą w szkołach. Zazwyczaj jednak są to spotkania z dorosłymi, ewentualnie z uczniami szkół średnich. Nie ukrywam więc, że kiedy dowiedziałam się, że mam stanąć przed uczniami szkoły podstawowej i gimnazjum, to przeszedł mi po plecach jakiś dreszcz i pomyślałam: co ja powiem? co przeczytam? - przecież nie piszę dla dzieci! Wprawdzie uspokajano mnie, że to wyjątkowa szkoła oraz że na spotkaniu będą tylko osoby zainteresowane, to i tak dopadł mnie lekki stres. ;))) Tak, tak, nie tylko Wy się stresujecie, dorośli także.

Oczywiście nie było powodu do niepokoju, ponieważ spotkanie z Wami stało się bardzo miłym przeżyciem: powitanie słowami mojego wiersza, potem Wasza uwaga, Wasze skupienie na mojej opowieści, to, jak słuchaliście, kiedy czytałam wam swoje teksty i jak zabraliście się do pracy, kiedy zaproponowałam mini-warsztaty poetyckie. Chcę podziękować za przemiłą atmosferę, cieszę się, że padały z Waszej strony pytania i mam nadzieję, że przeczytacie ten mój list.

Obiecałam, że najciekawsze Wasze teksty opublikuję na blogu i właśnie zamierzam to zrobić. Czytałam uważnie wszystkie, ale nie da się ich wszystkich tutaj wpisać. Wybrałam kilka, prezentuję je poniżej. Wersy kursywą pochodzą z mojego wiersza, reszta jest Wasza. Czasem dokonywałam drobnej korekty, ale naprawdę drobnej. Kolejność nie gra roli, nie ma miejsc pierwszych ani ostatnich - są tylko Wasze słowa, które chciałam pokazać innym.

Pierwsza kartka była podpisana literką E:

Ostre od światła, zaklejone mgłą, zagłuszone
śniegiem. Na przykład poranki. Albo powroty

pierwszej miłości, która czeka przykryta liśćmi
w jesienną noc aż ją odkryjesz. A kiedy już

to się stanie, będziecie otuleni płatkami śniegu
i nikt waszej miłości nie rozsypie.

Następny tekst autorstwa Beaty N.:

Żegnaj, do widzenia, do zobaczenia
-pasujące do siebie sekwencje pożegnań.
Albo jeszcze inaczej - wędrują tygodnie
- te jednak nie powrócą, zostaną
w przestrzeni niewypowiedzianych słów.
Podróż, wędrówka, droga, cel,
zatrzymam się w słowach:
dzień dobry, witam, cześć...

Agnieszka K., Va:

Najpierw pęczniejące brzuchy sióstr i przyjaciółek,
zaciśnięte na palcu małe piąstki dzieci,
potem dorosłość, pierwsze miłości,
a czasem i śmierci.

Zaczyna się się na zawsze,
kończy jak włóczka babuni,
którą możemy przeciąć.

Tekst autorstwa trzech osób: Julii Wronki, Joanny Kameckiej i Małgorzaty Kęszczyk:

Pierwsza miłość
- oślepiająca doskonałość nowego. Albo
pogrzeby, można przecież łączyć
coś nowego z czymś starym.
Zapomniane uczucia
przeplatać świeżością nowego dnia,
który przynosi ze świtem
nowe nadzieje.

Wiersz Klaudii Rogali:
 
Strach, obawa w sennych oczach,
wydumane potwory.
Zycie biegnie przed siebie,
nie zatrzyma się,
a to coś więcej:
 pęczniejące brzuchy sióstr i przyjaciółek,
zaciśnięte na palcu małe piąstki dzieci,
kwiaty rozkwitające w ogrodzie
i śmiech matki, duma ojca.
Bo życie to coś więcej
niż obawy i strachy.
Radość chwili, ból serca,
trzepot motylich skrzydeł
nad głową.
Bo życie to młodość i starość,
i kupka popiołu.
To senność i szarość w mysich oczach.
Wszystko, co nas otacza,
cieszy, boli,
to blizna na ramieniu
i piegi na nosie.
Wszystko to warto przetrwać
i żyć tym, co najpiękniejsze.

I kartka anonimowa, niepodpisana:

Sprawy normalne, małe codzienności, klocki,
które można układać na tysiąc sposobów,
czasem przysparzają nam kłopotów,
a czasem układamy z nich ogromną wieżę,
tak wielką jak nasza radość.

Słowa jednej z najmłodszych chyba uczestniczek spotkania, Wiktorii Kurzątkowskiej z kl. IIIa:

Sprawy normalne, małe codzienności, klocki,
które można układać na tysiąc sposobów
to życie. Można powiedzieć, że jeden klocek
to jeden dzień. A kilka dni
to jedno życie.

Wiersz Marleny:

Żegnaj, do widzenia,
a może na razie 
to pasujące do siebie
sekwencje pożegnań.
Albo jeszcze inaczej
- wędrują tygodnie,
jeden za drugim,
smutne,
radosne,
z łezką w oku,
z radością w sercu.

Odszedłeś...
więc chyba
- żegnaj.

I ostatni tekst autorstwa Olgi z kl. III B gimnazjum:

W spokojny dzień nagle przychodzi
zza progu, z bliska, z daleka, stąd, stamtąd,
skądkolwiek. Powroty. Pożegnania.
Albo narodzenia
lub ta okropna pustka cienia.
Przychodzi tak nagle,
dopada nas znikąd
i nie pozwala żyć
ani zginąć.

Zamieszczam tu cały wiersz, którego dwuwersy otrzymaliście w trakcie warsztatów:

Rzeczy pospolite

Sprawy normalne, małe codzienności, klocki,
które można układać na tysiąc sposobów

– na przykład wybrać poranki: budzenia się,
szybkie krzątaniny przed wyjściem do pracy,

ostre od światła, zaklejone mgłą, zagłuszone
śniegiem. Na przykład poranki. Albo powroty:

zza progu, z bliska, z daleka, stąd, stamtąd,
skądkolwiek. Powroty. Albo narodzenia:

pęczniejące brzuchy sióstr i przyjaciółek,
zaciśnięte na palcu małe piąstki dzieci

– oślepiająca doskonałość nowego. Albo
pogrzeby, można przecież łączyć

pasujące do siebie sekwencje pożegnań.
Albo jeszcze inaczej – wędrują tygodnie

zamknięte datami. Myślisz: rok, miesiąc.
Albo wszystkie miłości. Albo lepiej

rozstania. To, co z nami robią, przechodzą,
składają nas, utrzymują w jakiejś stabilności.

 
A tak wyglądaliście w trakcie spotkania:



Na zakończenie czekała mnie jeszcze niespodzianka - otrzymałam... portrety wykonane Waszymi rękoma oraz tomik wierszy uczniów ZS nr 4. Dziękuję Wam, mili Uczniowie oraz Waszym Nauczycielom. Pozdrawiam serdecznie, być może jeszcze kiedyś się spotkamy.

Teresa Radziewicz