W drodze powrotnej zahaczamy o Greenpoint, no bo przecież koniecznie trzeba zobaczyć tę część Nowego Jorku, którą zamieszkuje prawie 50% Polaków. Trochę dziwnie po paru tygodniach angielskiego na ulicach usłyszeć mówiących po polsku przechodniów. O, tu trzeba uważać, co się mówi, tu cię zrozumieją. ;)
poniedziałek, 16 lipca 2012
Niedziela - Centrum Rockefellera
Z Katedry św. Patryka idziemy do Centrum Rockefellera, a przy Lower Plaza rozsiadamy się na odpoczynek.
Niedziela - św. Patryk
Katedra św. Patryka w Nowym Jorku - siedziba biskupa Nowego Jorku, kościół parafialny i piękna, smukła neogotycka budowla - znajduje się także przy 5th Avenue, naprzeciw Centrum Rockefellera. Przy jednym z ołtarzy - Matka Boska Częstochowska. Ten wizerunek Maryi można znaleźć w różnych miejscach świata. Pamiętam, jaka byłam zdumiona, kiedy zobaczyłam obraz... w katedrze w Toledo. W USA, w stanie Pensylwania znajduje się ponadto miejscowość Częstochowa, sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej.
Niedziela - 5th Avenue
Nie ma Nowego Jorku bez Manhattanu, a Manhattanu bez Piątej Alei. Najdroższa i najpopularniejsza ulica handlowa świata - doprawdy stężenie markowych sklepów ogromne. No ale nie można być w NYC i nie przejść 5th Avenue. Więc chodźmy!
niedziela, 15 lipca 2012
Pensylwania - część VI: park wodny
Rano jezioro jeszcze piękniejsze niż wieczorem, niebo idealnie czyste, być tutaj - to sama przyjemność.
I widok z pomostu...
Oraz pod hasłem "co w trawie piszczy".
Rano okazuje się, że Kubusiowe "hajeny" przychodzą pod sam dom. I nawet łaskawie pozwalają się karmić z ręki, tak są oswojone.
Tylko zerkają na taras, czy przypadkiem ktoś nie rzuci czegoś do jedzenia.
Nie boją się ludzi - nie mogę się nadziwić tej ufności.
No ale czas ruszać w drogę, przed nami jeszcze atrakcje parku wodnego. Camel Beach nieco podobny do Splish Splash, tyle, że większy i - mam wrażenie - ciekawiej zagospodarowany. Ponadto zimą to miejsce sportów zimowych, a obecnie można skorzystać z wyciągu i dotrzeć na górę, skąd rozciąga się piękna panorama - Pocono Mountains.
Atrakcje dla mniejszych i większych, zjeżdżalnie, baseny zwykłe i z falami, możliwość serfowania i oczywiście coś w rodzaju Lazy River - leniwej rzeki.
No i znowu - albo zdjęcia, albo korzystanie ze słońca i atrakcji. Wybieram to drugie i aparat zabieram dopioro na wyciąg.
Z góry widać cały park.
I - rzecz jasna - nie tylko.
Bardzo przyjemna przejażdżka, ludzie nadjeżdżający z przeciwnej strony machają, pozdrawiają...
Ale dzień się ma ku zachodowi, zbieramy nasze zabawki - i w drogę.
I niedługo przed nami znów pojawiają się charakterystyczne budynki Manhattanu. Jedziemy, jedzieeemy, w NYC łapiemy się na wieczorne korki. Wygłupiamy się z Kubą, jak tylko się da. Wreszcie mały zakłada okulary i (wspominając nasze zabawy pt. "śmieszy cię jeden krasnoludek? a całę stado?") pyta: retesko, śmieszy cię hajena w okurarach? Umieram. :D
Pensylwania - część V: hajena
Wracaliśmy do domu z basenu, kiedy już słońce zniżało się wyraźnie ku zachodowi.
Jezioro ciche, spokojne, jeszcze słychać śpiew ptaków, a z zarośli od czasu dochodzi chrapliwy głos jakiejś samotnej żaby.
W jeziorze - ryby. Nie spotka się tych ze zdjęcia w Polsce, w jeziorach Pensylwanii występują w ogromnych ilościach, nie boją się ludzi, kiedy do wody wkłada się ręce czy nogi... skubią. Pedicure za darmo! :)
A kiedy podaje coś do jedzenia, to rzucają się jak szalone, gotowe do bułki wyskakiwać z wody.
A słońce, oczywiście, zachodzi...
Kuba zapragnął złowić rybkę, trwa szkolenie młodego wędkarza...
Niektórzy moczą nogi, machając nimi dość intensywnie, żeby przepłoszyć pedikiurzystki.
A słońce zachooooodziiiii...
Kiedy już zajdzie całkiem i zupełnie, pora na fajerwerki!
Największa radocha dla Kuby! Kiedy już pogasiliśmy fajerwerki i zamierzaliśmy zbierać się do domu, nagle Kuba ze strachem w głosie zawołał: Patrzcie! Hajena, hajena!!! Popatrzyliśmy... Niedaleko brzegu, z nisko pochyloną głową i położonymi uszami przyglądała się nam... sarna. Spłoszona krzykiem Kubusia odwróciła się z godnością i sobie poszła. Skąd Kubusiowe skojarzenie z hieną? Prawdopodobnie ze sceny ataku hien w Królu Lwie. One też nadchodziły przyczajone...
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















































