wtorek, 28 grudnia 2021

Mój dziennik - wpis nr 11

 28 grudnia 2021 r.


Zdaje się, że w końcu przegapiłam jeden wpis. Wczorajszy. Ale po ogarnięciu mamy zaczytałam się tak, że nie miałam sił na włączanie komputera i całej reszty. Tym bardziej, że ostatnie pięć dni spędziłam na wyjeździe. 

Kto mnie zna z bliska wie, że wyjazd nie był daleki - dziesięć minut spaceru, bo tyle dzieli mnie od mojego domu rodzinnego, gdzie mieszka mama. W każdym razie brat z bratową i dziećmi ruszyli na drugi koniec Polski, a ja rządziłam z mamą. Piszę niby żartobliwie, ale tak naprawdę to bycie matką własnej matki jest bolące. Kiedy patrzy się, jak osoba, która ogarniała cały codzienny świat, która dała z siebie wszystko, żeby nam - dzieciom było lepiej, jest zagubiona, zapominająca wszystko i tak nieporadna, że serce się kraje, nie jest łatwo. Uch, trudny to temat. 

Ale dziś rodzinka powróciła i znów jestem u siebie. Jednak co swoje łóżko, to swoje... ;)

niedziela, 26 grudnia 2021

Mój dziennik - wpis nr 10

 26 grudnia 2021 r.

Ile razy oglądałam w necie filmiki/zdjęcia z kotami atakującymi choinki, wydawały mi się nieco naciągnięte, nieco spreparowane... Ale dziś po obejrzeniu szaleństw kota będącego własnością mego siostrzeńca Filipa, będę wierzyć wszystkim kotom w choinkach. Oto dowód, zdjęcie sama uczyniłam. Specjalnie zakupiona sztuczna choinka jest ulubioną zabawką...



sobota, 25 grudnia 2021

Mój dziennik - wpis nr 9

25 grudnia 2021 r.

Uwielbiam kutię, makowiec, łazanki z makiem... Myślę, że to dlatego, że kojarzą mi się z dzieciństwem, to jeden z moich tzw. smaków dzieciństwa. Co jeszcze? Pomarańcze, och, przywożone do Polski raz w roku, znaczy dostępne dla Polaków raz w roku, wkładane do paczek świątecznych, przepyszne, soczyste i słodkie - smak dzieciństwa i smak świąt. 

Smak sopli... Wcale się teraz nie dziwię, że dopadały mnie koszmarne anginy, ale nic lepiej nie gasiło pragnienia po godzinach zjeżdżania z górki na sankach... albo na foliowych workach wypełnionych sianem... A później powroty do domu i czekanie na klatce schodowej, żeby z rękawiczek, które układaliśmy na malutkim grzejniku przy wejściu odkleił się zbrylony śnieg. I tak był ochrzan za mokre rzeczy, ale co tam, warto było.

I mam jeszcze w głowie wspomnienie siebie - może 4-5-letniej zjeżdżającej na małych niebieskich nartach z tej górki, na której obecnie stoi szkoła. No i poczułam się jak dinozaur... Pamiętam czasy, kiedy tam była tylko fantastyczna górka i NIE BYŁO SZKOŁY.



piątek, 24 grudnia 2021

Mój dziennik - życzenia - wpis nr 8

 24 grudnia 2021 r.

Jest wigilijny wieczór, a ja czuję się zmęczona. Chyli się ku końcowi ten rok, a ja czuję się zmęczona. Zmęczona światem, który zrobił się taki trudny. I wiem, że nie ja jedna odczuwam to zmęczenie. Pamiętam czasy komuny, dorastanie w tych czasach, pamiętam rok 1989 i nadzieję, że teraz już będzie dobrze, pamiętam lata 90, poczucie zmian, wolności... A teraz, na progu 2022 roku doświadczam tego ciężaru, który wiąże się i z pandemią, i z cierpieniem ludzi, i sytuacją na granicy, ale i tym, co dzieje się między ludźmi, z wielkim dzieleniem. A ja chciałabym dodać do dzielenia jedno malutkie "się", żeby zamiast dzielenia było DZIELENIE SIĘ. Dobrem, sercem, życzliwością, wsparciem, pomocą. Dzielenie się z człowiekiem. Z innym. Bądźmy dobrzy dla innych i dla siebie, także dla siebie nawzajem. Więcej aniołów życzę wszystkim. Spotykania aniołów i stawania się aniołem.




czwartek, 23 grudnia 2021

Mój dziennik - wpis nr 7

 23 grudnia 2021 r.

Padając na nos, kilka chwil przed północą, dopadłam do komputera. Co dzisiaj?

Rano przedświąteczne ogarnianie i czekanie, czekanie na autko, bo od poniedziałku w naprawie, a trzeba wyskoczyć i zakupy zrobić... No i około południa telefon od Mariusza, kombinowanie podwózki (ludzi dobrych woli mnóstwo, Ewuni dziękuję). Niestety, mój Mundzio bardzo pełnoletni, baaardzo... Kiedy kupowałam autko, już miało 11 latek, a że nim jeżdżę 10 lat, to łatwo policzyć... Trzeba myśleć o nowym, uch... Nie znam się, nie wiem, co warto, brrr, nie znoszę kupowania samochodów! Liczę, że dobrzy ludzie pomogą.

Cóż dalej - trochę czasu w sklepie, powrót, chwila w domu, wieczorem jak zwykle - u mamy. Nastrój świąteczny, Jagoda ubrała choineczkę u babci... Ogarniam mamę i do domku, tutaj to to, to owo i północ tuż tuż. Czas do łóżka, które dziś wyjątkowo kuszące. :)

środa, 22 grudnia 2021

Mój dziennik - wpis nr 6

Jejku, jejku, autko jeszcze u mechanika. Martwię się, bo tylko jutro i wigilia, a tu konieczność sprawunków kilku uczynienia. No ale mam mieć przed świętami, to będę miała...

Notkę dzisiejszą planuję krótką, bo dzień męczący; w pracy - jak to w pracy. Na polskim Herakles oraz jego 12 prac - cóż za skomplikowana historia. :) Później dom, ogarnięcie mamy i powrót w mroźną noc, nagrywanie pewnego filmiku. Teraz oddech.

Ze szkolnej biblioteki pożyczyłam stosik książek na święta, mam nadzieję na trochę czasu w tym świątecznym okresie. Stosik wygląda o tak:


Miłe plany czytelnicze. Ciekawa jestem, czy inni również robią na święta oprócz zapasów kulinarnych, zapasy książkowe. :)

wtorek, 21 grudnia 2021

Mój dziennik - wpis nr 5

21 grudnia 2021 r.

No i proszę, mamy początek astronomicznej zimy, za chwilę święta, a ja już popełniam wpis nr 5. Pytałam dziś uczniów moich, jak tam dzienniki. Niektórzy prowadzą, niektórzy zaczynają... Jestem bardzo ciekawa tych zapisków. A ile będę miała do czytania, hohohohoo... 

W ciągu tygodnia dni wyglądają dość podobnie. Od rana w pracy, język polski z moją Va. Czasownik. Ach te części mowy... Koniec roku kalendarzowego się zbliża, więc różnego rodzaju podsumowania, wyliczenia, sprawdzanie danych. Rozstrzygaliśmy też w naszym Kasztanowym Przedszkoly konkurs na najpiękniejszą rodzinną ozdobę świąteczną. Ależ śliczne prace, poczułam się zainspirowana. 

Po pracy w domu obiadek, krzątanina okołoświąteczna, planowanie zakupów. Niestety, autko u mechanika, czas było wymienić klocki hamulcowe i oczywiście coś tam jeszcze przy okazji Mariusz sprawdził, dobra dusza, ale mam przed świętami odzyskać mego Edmunda (dla przyjaciół - Mundek). ;)

Wreszcie jak zwykle do mamy, mało się rusza, więc ćwiczeń delikatnych troszkę, a później jak zwykle - kąpiel, kolacja, leki i do łóżeczka. A ja spacerkiem w mroźną noc do domu. I teraz, wieczorem, mam czas na film, na książkę, na scrabble czy rozmowy. 

Dzień jak co dzień.