czwartek, 4 października 2012
I znów nowa sZAFa!
POEZJA
Bożena Barda, Tomasz Bąk, Aldona Borowicz, Kamil Brewiński, Roma Jegor, Małgorzata Kowalska, Mariusz Kusion, Łukasz Kuźniar, Kamil KwidzIński, Paweł Łęczuk, Izabela Wageman, Ewa Włodarska, Marcin Włodarski, Bohdan Wrocławski
PROZA
Jacek Durski, Tomasz Graczykowski, Sławomir Hornik, Lech M. Jakób, Kamil Kwidziński, Karol Maliszewski, Marta Obuch, Wiktor Orzeł, Małgorzata Południak, Joanna Plesnar, Klaudia Raczek, Teresa Radziewicz, Arkadiusz Siedlecki, Joanna Storczewska-Segieta, Viola Wein, Bartosz Wokan
FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO
Marzena Ablewska-Lech, Andrzej Brzegowy, Dominika Dobrowolska, Justyna Jabłońska, Piotr Król, Andrzej Markiewicz, Piotr Mosur, Maciej Ratajczak, Małgorzata Sajur, Katarzyna Tchórz, Barbara Trzybulska
sZAFa Presents
Paweł Łęczuk - Kolędnicy
Jakub Sajkowski & Teresa Radziewicz - W p/oszukiwaniach z Izabellą Wageman
Mariola Sznapka - "Bo mówić i rozmawiać to nie to samo” - Mariola Sznapka o Januszu Korczaku
ESEJ - FELIETON - RELACJE
Jacek Durski - Fotorelacja z promocji książki Czekając na Malinę M.Południak
Mariola Konieczna - Zapiski z wizyty w "Zakładzie pracy chronionej"
Sylwia Kubryńska - Apokalipsa w bańce
Magda Krytykowska - Z Kalisza do Warzywniaka, O spotkaniu Izabeli Fietkiewicz Paszek w gdańskiej Galerii Warzywniak * Zwierszeni w biały dzień. O spotkaniu z twórczością Teresy Nietykszy i Bogdana Zdanowicza.
Klaudia Raczek - Octavio Paz. Ta chwila to ja sam
Małgorzata Południak - Literatka na wyspie
Teresa Radziewicz - Czekając na Malinę Małgorzaty Południak [relacja]
Jurek Szukalski - No to lecim na Szczecin. Relacja ze spotkania promującego debiutancką książkę poetycką Teresy Rudowicz pt. Podobno jest taka rzeka * Donkiszoteria w sprawie Abramowicza i innych
Ivo Świątkowski - Relacja z wystawy Lustra [22.08.2012]
Spotkanie Sztuki Niezależnej [Lanckorona10-12.08.2012]
Beata Wincza - Malinowe wariacje czyli relacja ze szczecińskiej promocji książki Małgorzaty Południak Czekając na Malinę
TEATR, FILM
Marcin Baran - Wkraczając w pustkę
Izabella Bartnicka - Proste jak drut i puste jak bęben czyli cep, cepa cepem pogania…
Michał Krzywak - Spokojnie to tylko uśmiech
KRYTYKA LITERACKA - RECENZJE
Paweł Brzeżek - Kobieca postać – o tomiku Odliczanie poetki-terapeutki Anety Gajdy-Boryczko
Jarosław Czechowicz - Rana Dasgupta Solo * Dominika Dymińska Mięso * Jack Melchior XXL. Tragikomedia erotyczna
Rafał Derda - Czas wesołej śmierci zaczyna się codziennie, czyli na temat Ciuciubabki Marcina Jurzysty * Czułe gesty zamknęły nas w zręcznych obrożach, czyli na temat Karmageddonu Pawła Podlipniaka
Sławomir Hornik - List do Pawki Podlipniaka spod granicy małego miasta niedaleko Krakowa * Wiersze na wodzie (Paweł Łęczuk, Delta wsteczna)
Joanna Mieszkowicz - Pięćdziesiąt cztery sonety Cezarego Sikorskiego
Małgorzata Południak - Pamięć - Tereso - pamięć jest tworzywem - - Podobno jest taka rzeka - Teresy Rudowicz * Popiół, a raczej czym i gdzie jesteśmy - Popiół Krzysztofa Niewrzędy
Teresa Radziewicz - Po cóż się rodzić – wędrówka Deltą wsteczną Pawła Łęczuka * Wycieka ze mnie dziś wczoraj i pojutrze czyli Punkty przecięcia Doroty Ryst
Teresa Rudowicz - Każde takie spotkanie to połówka świata – o przebierance Bogdana Zdanowicza
Jakub Sajkowski - Sezon arktyczny? Ciepło, coraz cieplej. O debiucie Kamila Kwidzińskiego * W cień jak w gryzące ubranie. Tomasz Pietrzak Rekordy.
Karol Samsel - Amtidotum. Marcin Orliński, Płynne przejścia * Dziwka pośród dam.O tomie poezji Andrzeja Jopowicza pt. Czerwona winnica * Na rynku apokalipsy
Bogdan Zdanowicz - Raport z końca świata * Kolekcja – wszystkich moich bliskich (o zbiorze wierszy Elżbiety Tylendy Kolekcja)
http://szafa.kwartalnik.eu/
wtorek, 2 października 2012
W tym kraju
Są w tym kraju miejsca, gdzie lepiej nie patrzeć
na domy, góry, rzeki czy jeziora, bo rzeczywistość
nosi w sobie dwa słowa: to tutaj. Nawet fundamenty
potrafią trzymać się języka, który wciąż pamięta,
co znaczy krajobraz urodzenia - wszystko nazywa
czerpiąc siłę z ziemi, powietrza i wody. Są miejsca
przed którymi ostrzegają szpalty gazet, codzienne
newsy na facebooku. Nie patrz, nie dotykaj, nie idź
- to grozi myślą, mową. Uczuciem. Zapaleniem.
na domy, góry, rzeki czy jeziora, bo rzeczywistość
nosi w sobie dwa słowa: to tutaj. Nawet fundamenty
potrafią trzymać się języka, który wciąż pamięta,
co znaczy krajobraz urodzenia - wszystko nazywa
czerpiąc siłę z ziemi, powietrza i wody. Są miejsca
przed którymi ostrzegają szpalty gazet, codzienne
newsy na facebooku. Nie patrz, nie dotykaj, nie idź
- to grozi myślą, mową. Uczuciem. Zapaleniem.
poniedziałek, 1 października 2012
Zanim jutro
Zanim noc, zanim sen, zanim to zapadanie w ciemność, kilka słów - bo życie się dzieje, przemyka, a ja nie mam czasu na zapisanie. Pierwszy dzień października jakby specjalnie chciał dać znać o sobie, bo kiedy szłam do samochodu, rozpadało się i potem padało i padało... Deszcz bębnił po blaszanym dachu garażu, po dachu samochodu, a jak wróciłam do domu, to tłukł w szyby. Witaj październiku, witajcie długie, coraz dłuższe wieczory - spirala czasu właśnie zakręca, kolejne wakacje za nami. Za mną. Za mną też szkolne uroczystości, za mną Kupiszewiada. I zadowolenie, że są ludzie, którym się chce, którym zależy na pracy, na miejscu, gdzie żyją, na sąsiadach. Tak lubię: mieć swoje miejsce, pulsować, drżeć, błyskać. Nie gasnąć.
środa, 26 września 2012
wtorek, 18 września 2012
Dzikie gęsi
Najbardziej melancholijny poranek świata - budzi mnie krzyk dzikich gęsi. Zrywam się z łóżka, w szlafroku wybiegam na balkon, na południowym zachodzie, jeszcze dość blisko, wyraźne sylwetki ptaków, duży klucz. Niebo prawie bezchmurne, na wschodzie złoci się, słońce już wstało i niskim światłem zaznacza swoją obecność. Takie światło bywa tylko czasami rano lub tuż przed zachodem, kiedy promienie padają ukośnie. Nowy dzień. Wciągam głęboko świeże wrześniowe powietrze i otulam się, bo jednak chłodno. Pasę jeszcze przez chwilę oczy, jeszcze raz nabieram oddechu - i biegnę w życie, w parzenie kawy, pod prysznic, potem do pracy, zajęć, prób... Ale jeszcze zanim to wszystko - sekunda na zapisanie chwili.
poniedziałek, 3 września 2012
Po prostu JAK
No tak, no tak - kupiłam dziś pitny jogurt, nie powiem jakiej firmy, coby kryptoreklamy nie uprawiać, a na nim jest napisane: malina. I co, może miałam skojarzenia z malinami, z malinowymi zaroślami, z malinowym chruśniakiem czy sokiem? Nie! Pierwsza myśl: Malina Małgosiowa! Czyli tomik "Czekając na Malinę" Małgorzaty Południak, który sobie leży na biurku, a który od czasu do czasu otwieram podczytując i starając się przeniknąć tajemnice bohatera wierszy.
Ale wracając do rzeczy - to się robi lekko chore, kiedy malinowy jogurt przypomina o książce. Chyba jednak z ową chorobą nie poradzę, przez tyle lat "czas było przywyknąć", a poza tym, jeżeli czegoś nie da się zmienić, trzeba się z tym pogodzić. Więc godzę się z własną literkową manią, godzę z teatralnym obłędem - bo kto mądry, mając pracę prawie od rana do wieczora, zjazdy na studiach co dwa tygodnie, a między tymi zjazdami czytanie od wieczora do rana (i doba z głowy, a przydałoby się czasem pospać i jakieś życie prywatno-towarzyskie poprowadzić), dodatkowo mając już zaproszenia na kilka spotkań autorskich, kto - pytam - kto decyduje się na zajęcia teatralne z młodzieżą licealną w domu kultury? Pytam oczywiście retorycznie.
Zaczęło się. Jak w takich warunkach pisać wiersze? Nie mam pojęcia. :)
środa, 29 sierpnia 2012
Jeszcze sierpniowo
Umęczona pracą wpadam po piątej do domu, siadam na chwilę i po tej chwili zrywam się, łapię aparat fotograficzny, klucze - i na powietrze, na połażenie, na łapanie ostatnich ciepłych dni, bo sierpień dziś łaskawie obdarzył nas słońcem. Które właśnie równie łaskawie zaczyna się zniżać i światło się robi takie, jak lubię, nieco mgliste, mleczne i miękkie. O łagodne przedwieczorne sierpniowe światło, daj zaczerpnąć oddechu po męczącym dniu. Idę. Pachnie dym z ogniska, pachnie mięta przy polnej drodze, podniesione z ziemi jabłko również ma niezwykły aromat. Jarzębina już czerwona, a lipowe liście zaczynają żółknąć - pisałam o tym w wierszach i mimo to ciągle mnie to wzrusza. Wącham, patrzę, napawam się pierwszymi sygnałami jesieni. Zachodzące słońce jednakowo znaczy światłem młode brzózki, rozpiętą pomiędzy łodyżkami pajęczynę i cmentarną kaplicę. W czasie takich spacerów czuję, jak przynależę do tego miejsca, jak wiążą mnie z tą ziemią wszystkie dziecięce wspomnienia. Wracam, kiedy słońce znudzone tą stroną półkuli idzie sprawdzić, co słychać gdzie indziej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








