piątek, 24 grudnia 2010

Boże Narodzenie



Wszystkim, którzy zaglądają do Reteskowa,
z serca i po staroświecku
życzę błogosławionych świąt Bożego Narodzenia. :)

czwartek, 23 grudnia 2010

Kaczka to kaczka

Białostockie kaczki nad rzeką Białą, popularnie zwaną Białką. :)


wtorek, 21 grudnia 2010

Wiesław Szymański, Skrawki

Do napisania paru słów o tej najnowszej książce białostockiego poety przymierzam się od jakiegoś czasu. Mam takie poczucie, że chcę o niej powiedzieć, a jednocześnie jest we mnie obawa przed opisywaniem wrażeń po lekturze tak intymnych zapisków. To trochę tak, jakbym po kryjomu czytała czyjś pamiętnik, tak się czuję. To nic, że autor zastosował "wybieg" trzeciorzędnej narracji, to nic. Sam zresztą mówi, że to jego zapiski z ostatniego dziesięciolecia. Więc czuję się, jakbym wygrzebała zeszyt z notatkami i czytając je poznawała właściciela owego zeszytu. Tym bardziej jest to przeżycie, że wszystko dzieje się niedawno i w miejscach na ogół mi znanych, takie "tu i teraz". Prawie teraz.
Jest w człowieku skłonność do podglądania i w tracie czytania skrawków ta skłonność pasła się słowami. Poza tym jest we mnie skłonność do porównywania doświadczeń, przemyśleń, przeżyć - własnych i autora bieżącej lektury. Czytam pierwszy rozdział i wspominam swoje wrażenia z pierwszego pobytu nad rzeką tworzącą granicę ze wschodem, swoje obawy. Czytam drugi i przed oczyma mam spektakl pana Szymańskiego "Białe światło śniegu", który oglądałam w ubiegłym roku podczas Podlaskiego Forum Teatrów Dziecięcych i Młodzieżowych. Otwieram "Próbę rozmowy z cieniem" i ostatnie przeżycia wracają. Wzruszam się, wzruszam też przy "Notatkach ze spotkania z Elą M" i wzruszam się jeszcze w innych momentach. Ale i uśmiecham się czasem, na szczęście, a czasem trochę przez łzy. Ludzie, zdarzenia, miejsca, nazwiska, nazwy, książki, spektakle - znajome, znane, a oglądane z innej perspektywy.
Przeglądam "Skrawki" jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze. Szukam fragmentu, który przepisałabym skrupulatnie. Szukam i... nie znajduję. Musiałabym przepisywać i przepisywać. Akapit czy dwa mogą tylko zmylić, więc cóż - trzeba przeczytać całość...

Skrawki, Wiesław Szymański, Wydawnictwo Forma, Szczecin 2010

sobota, 18 grudnia 2010

A za oknem...

Zima, zima, mróz i śnieg. Czyli to, co na naszej szerokości geograficznej w miesiącach zimowych występować powinno. No i właśnie, właśnie... Idę sobie dziś rano i patrzę, patrzę... a tu wróble ćwierkają na lipie. Kilka kroków dalej - jabłoń, na niej kilka zmarzniętych jabłuszek i znów jakieś skrzydlate stworzonka. Te żółte brzuszki to sikorki, ale obok nich, no proszę, proszę, a cóż to za cudaki. Szare toto, wielkość między wróblem a gołębiem, zadziorny czubek nad łebkiem, na końcu ogonka żółciutko, a na skrzydełkach biel, czerń i żółć. Mam swoje podejrzenia, w domu rzucam się do Wikipedii i... jest! Oto ona! Jemiołuszka! Aczkolwiek pojawiają się wątpliwości. Te "moje" jabłuszkowe jemiołuszki nie miały na sobie czerwieni. A może miały, tylko ja nie zauważyłam? A może nie musiały mieć? Mój ulubiony Biolog wyjechał i nie mam u kogo zasięgnąć języka! Skandal!

środa, 15 grudnia 2010

Niepamięć

Paweł Podlipniak

Jeśli się rozsypiesz, nazwij to lodem.
Zima jest tkanką, a po drugiej stronie
czeka Alicja, córka diabła. W jej snach
jesteśmy najprawdziwiej żywi.

Nazwij to snem i narysuj mnóstwo,
zanim nas nie przerwie śmierć
- nieistotny odnośnik do wszystkiego
co ważne (postaw krzyżyk, cyfrę, gwiazdkę).

Lepiej nazwij to czasem, a pod powiekami
zatrzymaj lepki łubin, dojrzewanie,
łatwopalny fragment wspólnej drogi,
bo nie trafimy po raz drugi w to samo miejsce.

Czasem nazwij mnie. Może moje imię
z łaskawych krain o łagodnych zimach
ułoży się do snu. Diabeł tkwi w szczegółach.
Alicja zna je do głębi. Dobrze o nich milczy.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Jak prawdziwa poetka z prawdziwą poetką... :P

Czyli o życiu. Z gg wzięte. ;)


Ja
sprawdzałam co słychać u karkówki
:D

Jo
i jak żyje?
:D

Ja
dusi się

Jo
nie boli jej głowa
otwórz może piekarnik co?

Ja
wyjęłam wczoraj z zamrażalnika

Jo
albo pokrywkę odsuń
wpuść trochę jej świeżego powietrza

Ja
i musiałam wstawić dziś do piekarnika
:|
właśnie wpuściłam
sprawdzając czy już zmiękła
ale jeszcze nie
niech posiedzi
to zmięknie
:D

Jo
:D
nieźle przeskrobała w tym zamrażalniku

Ja
stwardniała :D

Jo
a grypsowała?

Ja
twarda sztuka, nie?

środa, 1 grudnia 2010

Popiół

Grudzień był tak ostry, że ptaki zamarzały,
gdy tylko przysiadały na gałęzi. Hanna codziennie
odgarniała śnieg, czekając, kiedy mróz schwyci

te najgorętsze. Przylecą, a zimna bestia ściśnie skrzydła
i puste kostki wypełni lodem. Wreszcie przestaną wracać,
pojawiać się z nienacka, zagarniać ciało, podpalać. Dni

kłuły coraz mocniej, zdawało się, że rtęć w termometrach
zniknie. Hanna czekała. Sprawdzała każdego ranka,
kiedy na ścieżce zalegną spopielałe

ognistopióre.